[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Czy była szczęśliwa? Miała dom, pracę dającą poczucie satysfakcji, wielu
przyjaciół. Poradziła sobie w życiu, odniosła sukces i dokonała tego
wszystkiego bez Drew. Ale czy była szczęśliwa?
- Chyba nie myślę już o szczęściu. A ty?
- Nie, wydaje mi się, że nie. - Chwilę przyglądał się jej uważnie. - Ale
dzisiaj, z tobą, jestem szczęśliwy - dodał cicho, przez moment ściskając mocniej
jej dłoń.
Jego słowa dotknęły Ann w sposób, którego nie potrafiłaby określić. Na
ułamek chwili otworzyli przed sobą dusze, gdzie ukryte były przed światem ich
samotność, bezbronność. Ann miała przedziwne uczucie, jakby odnalazła drogę
do domu po wielu latach tułaczki.
Uświadomiła sobie nagle, że brakowało jej tego mężczyzny, jego
zrozumienia i przyjazni, równie mocno, jak brakowało jej jego miłości.
Kelnerka przyniosła kolację. Zajęci jedzeniem, rozmawiali o rzeczach błahych i
mało istotnych. Kiedy jednak ze stołu zniknęły już talerze, Ann nie umiałaby
powiedzieć, co właśnie zjadła. Była zbyt roztargniona. Zbyt silnie pociągał ją
siedzący naprzeciw mężczyzna.
- Masz ochotę na deser? - zapytał z nutką przekory w głosie. - Z tego, co
pamiętam, zawsze przepadałaś za słodyczami.
Ann potrząsnęła głową.
- Teraz już nie. Podobnie jak ty nauczyłam się cnoty umiarkowania.
We wzroku Drew odmalował się żal.
- Jeszcze jedna zmiana. Zastanawiam się, czy jest ich więcej - powiedział
cicho. Przez chwilę przyglądał się twarzy Ann. Nagle, zamiast ogników
przekory, dojrzała w jego oczach ciemny ogień pożądania.
- Nie... omówiliśmy jeszcze sprawy projektu Riverside - zająknęła się. -
Czy nie taki był cel naszego spotkania?
- 83 -
S
R
- Chcesz powiedzieć, że czas już, bym zaczął cif przekonywać? - zapytał
niskim, ochrypłym głosem, którego wymowę bez trudu potrafiła odczytać.
- Cóż... tak... chyba tak.
Opierając ręce na stole, Drew pochylił się w jej stronę.
- A więc dobrze. Czy wiesz, na co miałbym teraz największą ochotę?
Pójść z tobą nad rzekę, rozebrać się ze wszystkiego i popływać, jak robiliśmy to
niegdyś w upalne noce. Jedna z nich szczególnie utkwiła mi w pamięci... -
zamilkł na chwilę, po czym dodał cicho: - ty też ją pamiętasz, prawda?
Czy mogło być inaczej? To wspomnienie towarzyszyło jej wszędzie. Gdy
zamknęła oczy, czuła niemal chłód wody cudownie kontrastujący z ciepłem
ciała Drew. Zawsze wyobrażała sobie, że kiedy wreszcie będą się kochać, to
właśnie tam, w tym szczególnym miejscu, gdzie rodziły się ich marzenia.
Pewnej nocy to prawie się stało, gdy oboje stracili panowanie nad sobą i gdy
pod wpływem pieszczot, Ann, zamiast odpychać Drew, tuliła się do niego coraz
mocniej. Każdy szczegół owej nocy był głęboko wyryty w jej sercu.
To wspomnienie było jej udręką przez wiele lat. Często zastanawiała się,
czy ich losy mogłyby potoczyć się inaczej, gdyby nie powstrzymywała go
wtedy.
- Ta noc wiele razy powracała do mnie w marzeniach - ciągnął Drew,
jakby odgadując myśli Ann. - Pamiętam każdy szczegół, zimne fale
obmywające nasze ciała, ciepło twej skóry. Pamiętam nasze szepty w ciemności
i pamiętam ciebie okrytą jedynie blaskiem księżyca.
Ann zamknęła oczy. Pośród hałaśliwego tłumu, nie dotykając jej nawet,
Drew powoli i niezwykle skutecznie uwodził ją. Znów znajdowali się na
zalanym światłem gwiazd brzegu rzeki, dwie zagubione dusze potrzebujące
siebie.
Ann otworzyła oczy i ich spojrzenia połączyły się raz jeszcze.
- 84 -
S
R
- To powinno było stać się wtedy, Angel - powiedział. Jego głos brzmiał
nisko i przekonująco. - To mogłoby stać się dziś. Chcę kochać się z tobą i
myślę, że i ty tego pragniesz.
Pożądanie silne i palące wypełniło powietrze między nimi. Ann
zastanawiała się jednak, czy łączyło ich coś jeszcze? Miłość? Po dziesięciu
latach? Tęsknota tak dawno stała się częścią jej życia, że Ann nie wiedziała
nawet, czy byłoby jej teraz dobrze bez tego uczucia.
Za pózno na to wszystko, zdecydowała ostatecznie. Nie może pozwolić,
by jej umysłem raz jeszcze zawładnęły emocje.
Oboje wstali, kierując się ku wyjściu. W powietrzu na zewnątrz unosił się
zapach kwiatów i zbliżającego się deszczu. Ann stanęła przy drzwiczkach
swego samochodu. Drew, opierając łokieć o dach wozu, patrzył na nią.
- Co się stało? - zapytał spokojnie.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Kiedyś byłaś zupełnie szczera wobec siebie i wobec mnie. Czy to także
się zmieniło?
Słysząc to oskarżenie, Ann poczuła w sercu iskrę gniewu, która jednak
zgasła prawie natychmiast. Mimo wszystko miał rację. Mogła udawać, a nawet [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl