[ Pobierz całość w formacie PDF ]

że możesz popełnić tragiczny błąd, narażając się w zbędnym, być może, przedsię-
wzięciu i to w chwili, gdy jesteś tak bardzo potrzebny.
Parsknąłem śmiechem, ponieważ  gdy Vialle wypowiedziała to słowo 
nie chciałem jej przyznać racji.
 To mój obowiązek  oświadczyłem.
Nie odpowiedział.
Dziesięć kroków od nas Benedykt najwyrazniej połączył się z Gerardem, gdyż
na przemian mruczał coś i słuchał.
Czekaliśmy, aż skończy rozmowę i będziemy mogli go pożegnać.
72
 . . . Tak, jest teraz tutaj  słyszałem, jak mówi.  Nie, bardzo wątpię.
Ale. . .
Spojrzał na mnie uważnie i pokręcił głową.
 Nie, nie sądzę  stwierdził. I po chwili:  No dobrze, przechodz.
Wyciągnął swą nową rękę i Gerard pojawił się nagle, ściskając ją. Odwrócił
głowę, dostrzegł mnie i natychmiast ruszył w moją stronę.
Przez chwilę badał mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby czegoś szukał.
 O co chodzi?  zdziwiłem się.
 O Branda. Nie ma go w jego komnatach. A przynajmniej jego większej
części. Zostawił tylko trochę krwi. Cały pokój jest tak zdemolowany, że wygląda,
jakby odbyła się tam jakaś walka.
 Szukałeś śladów krwi?  spytałem, oglądając swoją koszulę i spodnie. 
Jak widzisz, mam na sobie te same rzeczy, co przedtem. Są może trochę brudne
i pomięte, ale nic więcej.
 To niczego nie dowodzi  oświadczył.
 Sam zacząłeś szukać śladów. To twój pomysł, nie mój. Dlaczego sądzisz,
że. . .
 Byłeś ostatnim człowiekiem, który go widział.
 Oprócz osoby, z którą walczył. . . o ile naprawdę walczył.
 Co to ma znaczy?
 Znasz jego temperament i nastroje. Trochę się pokłóciliśmy. Kiedy wysze-
dłem, mógł zaczął łamać meble, mógł się skaleczyć, zdenerwować i wyatutować,
by zmienić okolicę. . . Czekaj! Jego dywan! Czy były plamy krwi na takim ma-
łym, zabawnym dywanie przed drzwiami?
 Nie jestem pewien. . . Nie, chyba nie. Czemu pytasz?
 To pośredni dowód, że sam to zrobił. Bardzo lubił ten dywan. Nie chciał
go poplamić.
 To do mnie nie przemawia  oznajmił Gerard.  A śmierć Caine a nadał
wygląda podejrzanie. . . I sług Benedykta, którzy mogli odkryć, że szukasz pro-
chu. A teraz Brand. . .
 To może być kolejna próba rzucenia na mnie podejrzeń  stwierdziłem.
 Zwłaszcza teraz, kiedy moje stosunki z Benedyktem znacznie się poprawiły.
Gerard spojrzał na Benedykta, który nie ruszył się nawet i nadał stał o dziesięć
kroków od nas, przyglądał się obojętnie i słuchał.
 Czy wytłumaczył tamte morderstwa?  spytał Gerard.
 Nie bezpośrednio  odparł Benedykt.  Ale większa część jego opowie-
ści wygląda na prawdziwą. Inaczej mówiąc, skłonny byłbym mu uwierzyć.
Gerard pokręcił głową i zmierzył mnie wrogim spojrzeniem.
 Czyli wciąż nie wiadomo  oświadczył.  O co się kłóciliście z Bran-
dem?
 Gerardzie, to nasza sprawa, dopóki Brand i ja nie postanowimy inaczej.
73
 Ja wyciągnąłem go z ran i ja go pilnowałem, Corwinie. Nie po to, żeby
zginął w jakiejś sprzeczce.
 Pomyśl chwilę. Czyj to był pomysł, żeby go szukać taką metodą? %7łeby go
sprowadzić?
 Czegoś od niego chciałeś. I dostałeś w końcu. Potem stał się tylko prze-
szkodą.
 Nie. Ale nawet gdyby tak było, czy zrobiłbym to w taki sposób, by wszyst-
ko wskazywało na mnie? Jeśli zginął, to z tych samych przyczyn, co Caine: żeby
mnie obciążyć.
 Tego samego argumentu użyłeś w przypadku Caine a. Mam wrażenie, że
to tylko wybieg. A ty jesteś dobry w wybiegach.
 Mówiliśmy już o tym, Gerardzie. . .
 I pamiętasz, co ci wtedy powiedziałem.
 Trudno by było zapomnieć.
Wyciągnął rękę i chwycił mnie za ramię. Natychmiast wbiłem mu prawą pięść
w żołądek i odskoczyłem. Pomyślałem wtedy, że może powinienem mu powie-
dzieć, o czym rozmawialiśmy z Brandem. Ale nie podobał mi się jego sposób
zadawania pytań.
Zbliżył się znowu. Trafiłem go lewym sierpowym przy prawym oku. Potem
wymierzałem pojedyncze ciosy, głównie żeby nie mógł pochylić głowy. Nie by-
łem w formie i nie chciałem znowu z nim walczyć. Grayswandir został w namio-
cie, a nie miałem żadnej innej broni.
Okrążałem go. Rana w boku bolała, kiedy wyprowadzałem kopnięcia lewą
nogą. Raz doszedłem prawą do uda, ale byłem zbyt wolny i brakowało mi równo-
wagi, żeby wykorzystać trafienie. Nadal go tylko poszturchiwałem.
W końcu zablokował cios z lewej i zdołał zacisnąć palce na moim bicepsie.
Powinienem odskoczyć, ale był całkiem odsłonięty. Wszedłem w zwarcie z moc-
nym prawym w żołądek. Włożyłem w to uderzenie wszystkie siły. Sapnął i zgiął
się w przód, ale nadal trzymał mnie mocno za ramię. Lewą zablokował dolny sier-
powy, przesunął rękę wyżej i grzbietem dłoni walnął mnie w pierś. Równocześnie
szarpnął moim ramieniem w tył i w bok tak mocno, że runąłem na ziemię. Gdyby
mnie wtedy przycisnął, to koniec.
Przyklęknął i sięgnął mi do gardła.
Rozdział 9
Próbowałem zablokować jego rękę, ale nagle zatrzymała się w pół drogi. Od-
wróciwszy głowę dostrzegłem czyjąś dłoń, która opadła na ramię Gerarda i po-
wstrzymała cios.
Przetoczyłem się. Kiedy spojrzałem znowu, zobaczyłem, że to Ganelon go
trzyma. Gerard szarpnął ramieniem, ale nie zdołał się uwolnić.
 Nie mieszaj się do tego, Ganelonie  ostrzegł.
 Ruszaj, Corwinie!  krzyknął Ganelon.  Znajdz Klejnot!
Gerard zaczynał już wstawać. Ganelon trafił go lewym sierpowym w szczękę.
Gerard padł jak długi. Ganelon wyprowadził kopnięcie w nerki, ale Gerard chwy-
cił go za stopę i przewrócił na plecy. Podniosłem się z trudem, opierając na jednej
ręce.
Gerard zerwał się i zaatakował Ganelona, który właśnie wstawał na nogi. Już
miał go dopaść, gdy ten oburącz wymierzył mu cios w splot słoneczny. Gerard
stanął jak wryty, a pięści Ganelona zaczęły pracować jak tłoki, atakując żołądek
przeciwnika. Przez kilka chwil Gerard był zbyt oszołomiony, by myśleć o obronie.
Kiedy się w końcu pochylił i uniósł ręce, Ganelon trafił prawym w szczę-
kę i Gerard zatoczył się do tyłu. Ganelon natychmiast to wykorzystał: objął go
mocno, wysunął prawą stopę i pchnął. Gerard upadł, Ganelon za nim. Przycisnął
go do ziemi i zadał potężny cios prawą w szczękę. Głowa Gerarda odskoczyła,
a Ganelon poprawił z lewej.
Benedykt chciał interweniować, ale wtedy właśnie Ganelon wstał. Gerard le-
żał nieprzytomny; z ust i z nosa ciekła mu krew.
Wstałem niepewnie i otrzepałem ubranie.
Ganelon wyszczerzył zęby.
 Lepiej stąd znikaj  poradził.  Nie wiem, jak mi pójdzie w rewanżu.
Jedz szukać świecidełka.
Benedykt skinął głową, gdy spojrzałem na niego pytająco. Wróciłem do na-
miotu po Grayswandira. Kiedy wyszedłem, Gerard nadał leżał nieruchomo, ale
przede mną stanął Benedykt.
75
 Pamiętaj  powiedział.  Masz mój Atut, a ja mam twój. Nic decydują-
cego bez wcześniejszej narady.
Kiwnąłem głową. Chciałem spytać, dlaczego odniosłem wrażenie, że wolałby
pomóc raczej Gerardowi niż mnie. Po namyśle jednak postanowiłem nie psuć
naszej świeżo odnowionej przyjazni.
 W porządku. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl