[ Pobierz całość w formacie PDF ]

do Filipa. - Moje błogosławieństwo dla was obojga...
Jo popatrzyła na Filipa. Dla niej małżeństwo było logicznym
zakończeniem ich związku, ale czym ono było dla niego?
Filip spojrzał na zegarek.
- Jo, mamy jeszcze czas, żeby podjechać do Honfleur i wrócić na
uroczystą kolację. Co ty na to?
Wspaniale było sunąć drogą przez pagórkowaty, normandzki krajobraz,
który już zdążyła pokochać. Prawie cała podróż przebiegała w ciszy. Jo była
wdzięczna Filipowi za to, że dał jej czas do przemyślenia niezwykłej historii jej
rodziców i na oswojenie się z faktem odnalezienia ojca i własnej tożsamości.
- Spójrz, Filipie! - wykrzyknęła, kiedy spacerowali pózniej po deptaku w
Honfleur. - Czy to nie Babtysta?
Mała terkocząca łódka ze zwiniętym ciasno żaglem wolno posuwała się
kanałem w kierunku portu. Przygarbiony przy sterze rybak pozdrowił ich
uniesieniem dłoni, tak jakby słyszał jej pytanie, a oni pomachali mu rękami w
odpowiedzi.
Filip uśmiechnął się do niej i zamknął jej rękę w swojej dłoni. - Pragnę,
abyś została moją żoną, abyś pomogła przywrócić dawną świetność zamkowym
ogrodom i abyś gotowała mi mnóstwo pyszności...
- Co jeszcze? - spytała, patrząc rozbawionym wzrokiem.
- Pod jednym warunkiem... że powiesz  tak". Jo, tak bardzo cię kocham.
- Ja też cię kocham i powiem tak. Tak, tak i jeszcze raz tak!
- Nie dbam o to, co powie całe Honfleur, gdy nas zobaczy - powiedział,
pochylając się nad nią. - Uważam, że twoim ustom nie można się oprzeć!
- 111 -
S
R
Przerwał ten pocałunek. Pierre machał do nich ręką. Był z Marcelem i
piękną ciemnowłosą, kobietą, która uśmiechała się do nich.
- To Marie-Claire, prawda?
- Rodzina Devereux jest znowu razem, i to dzięki tobie.
Zdziwiona, uniosła wzrok.
- Myślałam, że wręcz przeciwnie.
- Właściwie ty spowodowałaś, że Marie-Claire zaczęła poważnie myśleć
o swojej przyszłości! Gdy dowiedziała się, jak bardzo Pierre przepada za tobą,
oraz że Marcel uważa cię za atrakcyjną kobietę, zorientowała się, co traci.
Poszli powoli, trzymając się za ręce. Mewy nurkowały za rufą płynącej
kanałem łodzi rybackiej.
- Myślę, że Richard wiedział... - powiedziała w końcu... - o twoich
obawach dotyczących tego samego ojca. Filipie, czy powiedziałeś mu o tym?
- Byłem tak zmartwiony, że musiałem się komuś zwierzyć. Ty go i tak
nie posłuchałaś, kiedy ostrzegał cię przed kontynuowaniem poszukiwań... Moja
najdroższa, uparta do samego końca!
Spojrzała mu w oczy.
- A książka kucharska twojej babci? Podarowałeś mi ją z myślą o
wspólnej babce?
Przytaknął.
- Chciałem, żebyś miała coś, co należało do angielskiej części rodziny de
Beauclaire, a tylko to wydawało mi się najbardziej odpowiednie.
- Filipie, i tak coś mnie z nią łączy.
- Cóż to może być? - zapytał.
- Obie pokochałyśmy Francuza!
Jej uśmiech był pełen radości. Przyciągnął ją do
siebie i delikatnie kołysał w swoich ramionach.
- Elisabeth de Beauclaire uciekła do Anglii, ale ja na to nie pozwolę.
- 112 -
S
R
- Mam dwa atuty przemawiające na moją korzyść. Nie mam jasnorudych
włosów i zmiennych humorów, jak twoja babka, oraz zamierzam upewnić się,
że drugi kontrakt, jaki zawrzemy, będzie na całe życie!
- Mam nadzieję, iż nie są to deklaracje bez pokrycia, Miss Carlton. Czy
mogę im zaufać?
- Koniec z deklaracjami bez pokrycia! Obiecuję!
- W takim razie babcia Pearce sprawi sobie szybciej kapelusz na nasz
ślub, niż myślała.
- 113 -
S
R [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl