[ Pobierz całość w formacie PDF ]
jaskrawym słońcu poranka.
Solokov przeniósł jedno z krzeseł kilka metrów dalej i postawił je tak,
żeby osoby na nich siedzące były zwrócone do siebie twarzami. Przyjrzał się
ustawieniu krzeseł i uśmiechnął z zadowoleniem. Spojrzał na Karinę i nożem
wskazał krzesło, obok którego stał.
Siadaj powiedział.
Nie miała czasu na wahanie ani na podjęcie decyzji, czy ma posłuchać
rozkazu, czy też go zignorować. Stojący za nią mężczyzna wbił jej lufę między
łopatki i pchnął do przodu. Potknęła się po drodze i opadła ciężko na krzesło,
ledwo łapiąc równowagę.
Solokov zdążył już stanąć obok drugiego krzesła. Wydał swojemu
człowiekowi ciche polecenie i po chwili ciężka dłoń spadła na ramię Luke'a,
zmuszając go do zajęcia miejsca na krześle. Luke siedział wyprostowany i
niezłomny.
149
R
L
T
Spojrzenia Luke'a i Kariny spotkały się. Musiał równie dobrze jak ona
wiedzieć, co zamierzali z nim zrobić. Oczywiście nie sposób było wyczytać
tego z jego twarzy. Lekko kiwnął do niej głową i był to jedyny gest
pocieszenia, na jaki się zdobył.
Po raz pierwszy poczuła, że zazdrości mu opanowania. %7łałowała, że
sama nie potrafi tak skutecznie ukryć emocji, stłumić strachu przed tym, co
miało nastąpić. Czuła, jak przerażenie opanowuje każdą komórkę jej ciała,
przyspieszając bicie serca i ściskając gardło.
Bandzior odsunął się od Luke'a na kilkadziesiąt centymetrów. Jego
miejsce zajął Solokov, nadal ściskając w prawej dłoni nóż. Lewą rękę położył
na ramieniu Luke'a, który nawet nie mrugnął, nie wzdrygnął się, nie dał po
sobie poznać, że w ogóle to zauważył.
Posłuchaj, Karino Andreevno, skoro przebyłem tak długą drogę, żeby
się z tobą spotkać, powiesz mi, gdzie znajdują się pieniądze.
Uświadomiła sobie nagle, że Solokov przez cały czas zwracał się do niej
po angielsku. Dlaczego? Czy chciał, żeby Luke rozumiał każde słowo? Czy
zamierzał za wszelką cenę kontynuować tę chorą grę, chcąc przekonać Luke'a,
że go zdradziła? Ale jaki miał w tym cel? A może był po prostu do tego stopnia
wynaturzony?
Spojrzała Solokovowi prosto w oczy, mimo wszystko mając nadzieję, że
ujrzy w nich prawdę.
Proszę mi uwierzyć, ja naprawdę nic nie wiem o tych pieniądzach.
Poruszając mięśniami szczęki, Solokov zrobił krok do przodu.
Czas skończyć z kłamstwami. Za każde twoje kłamstwo twój mąż
zostanie przykładnie ukarany. Wybór należy do ciebie.
Wiedziała, że taki był jego plan. To dlatego pozwolił Luke'owi żyć i
dlatego przyprowadził ich do stodoły. Mimo to potwierdzenie jej przypuszczeń
150
R
L
T
wywołało w niej tylko kolejną falę panicznego strachu. Przeskoczyła wzrokiem
na Luke'a. Wydawało się, że słowa Solokova nie zrobiły na nim najmniejszego
wrażenia.
Karina znowu spojrzała na swojego wroga.
Przysięgam, że nie wiem.
Zanim zdążyła dokończyć zdanie, Solokov uniósł dłoń, po czym wbił nóż
w udo Luke'a.
Zabrakło jej tchu. Przerażenie, szok, wszystkiego było za wiele.
Otworzyła szeroko usta i bez słowa gapiła się blada jak śmierć w nóż sterczący
z nogi Luke'a. Solokov ściskał rękojeść tak mocno, że aż pobielały mu kostki.
Z piersi Luke'a wyrwał się niski krzyk pełen bólu. Ale niemal od razu
zacisnął usta i widać było, że walczy, powstrzymuje emocje.
Solokov wyciągnął nóż. Stalowe ostrze z obrzydliwym dzwiękiem
wysunęło się z ciała Luke'a. Jego twarz wykrzywił grymas bólu. Powoli
przesunął dłoń ku świeżej ranie i zasłonił ją. Karina widziała, jak stopniowo
odzyskuje kontrolę, zaciskając zęby i walcząc ze łzami napływającymi do
oczu. Jego twarz była jednym wielkim polem bitwy dla sprzecznych uczuć, ale
w końcu wygładziła się. Patrzył prosto przed siebie, unikając jej wzroku.
Odbicie słońca na metalowym ostrzu, z którego kapała krew, ściągnęło
jej uwagę. Spojrzała wyżej i napotkała posępny wzrok Solokova.
Marnujesz mój czas. Jego ostry ton przeciął powietrze, tak jak kilka
chwil wcześniej nóż zagłębił się w nogę Luke'a. Gdzie jest moja forsa?
Zamarła, bojąc się powiedzieć, że nie wie, i zastanawiając się
gorączkowo, co może zrobić. Znała tylko jedną odpowiedz na to pytanie, ale
przez tę odpowiedz Luke będzie jeszcze bardziej cierpiał. Próbowała wymyślić
jakieś kłamstwo, które przynajmniej odsunie w czasie te tortury, ale miała
wrażenie, jakby umysł odmówił jej współpracy.
151
R
L
T
Mów naciskał Solokov.
Z oczu zaczęły płynąć jej łzy, jedna za drugą, w dół po policzku.
Sparaliżowana strachem, nie ośmieliła się ich wytrzeć. Z twarzy Solokova
widać było, że jej płacz nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia. Wciąż
spoglądał na nią tymi samymi zimnymi, bezwzględnymi oczami.
Wyczuła, że jego zniecierpliwienie rośnie. Solokov znalazł się na granicy
wybuchu. Kilka razy przełknęła ślinę, zanim w końcu odpowiedziała ledwie
słyszalnym szeptem:
Nie wiem, naprawdę nie wiem.
Przygotowała się na to, co miało stać się potem,chociaż wiedziała, że nie
potrafiła w żaden sposób przewidzieć czegoś tak nieoczekiwanego i
szokującego.
Solokov nie poruszył się. Patrzył na nią, mrużąc coraz bardziej oczy. Nie
odezwał się słowem. Po chwili ta przedłużająca się, wypełniona poczuciem
bezsilnego strachu i niepewnością cisza stała się nie do zniesienia.
Wreszcie poruszył się. Jej puls przyspieszył raptownie, kiedy zaczął
obchodzić Luke'a dokoła.
Wygląda na to, że pomyliłem się, sądząc, że twój mąż cokolwiek dla
ciebie znaczy. Okazuje się, że nie mam powodu trzymać go przy życiu. Jeżeli
nie dbasz o to, co mu się stanie, nie mam już z niego pożytku.
Zatrzymał się za Lukiem i odwrócił się w jej stronę, po czym
błyskawicznie chwycił Luke'a za włosy i przyłożył mu do gardła zakrwawiony
nóż.
Serce Kariny przestało bić. Poczuła to. W jednej sekundzie biło, a w
drugiej już nie. Razem z nim zatrzymało się wszystko dokoła. Cała ta mrożąca
krew w żyłach scena, która się przed nią rozgrywała. Dwaj mężczyzni
zamrożeni w odrażającej pozie. Nie mogła nawet mrugnąć.
152
R
L
T
A potem Solokov znowu się odezwał. Jej serce zaskoczyło, wprawiając
świat w ruch, szybciej niż przed chwilą, wraz z każdym spanikowanym ude-
rzeniem wspinając się coraz wyżej i podchodząc jej do gardła.
Pytam po raz ostatni powiedział Solokov. Powiedz mi, gdzie są
moje pieniądze.
Znowu zamarła. Jej usta same się otworzyły, ale nie wydobył się z nich
żaden dzwięk. Chciała wrzeszczeć, błagać, płakać, ale była zbyt przerażona,
żeby cokolwiek zrobić, bała się odezwać, znów udzielić błędnej odpowiedzi.
Ale przecież znała tylko jedną odpowiedz. Tę złą.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]