[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Była niższa od Ariany, ale nie tak drobna jak Mamie.
Szczupłe nadgarstki, smukła szyja i delikatnie zarysowana szczęka świadczyły o drobnej budowie
jej ciała. Wąska talia. opięta w lawendową satynę dopełniała obrazu, tak jak niezbyt obfity biust, co
Ariana zauważyła z satysfakcją, chociaż gorset dawał wrażenie nieco pełniejszej figury.
Po chwili jednak cała satysfakcja zniknęła, gdy Ariana ujrzała twarz Caroline. To był idealny owal,
a cerę miała tak białą i delikatną, że dziewczyna była pewna, iż nigdy nie dotknąłjej promień
słońca. Uroku dodawał kobiecie słomkowy kapelusz o szerokim rondzie, obwiązany wstążką,
umocowany na wypudrowanej koafiurze. Miała nieskazitelne rysy"twarzy, począwszy od małego,
lekko zadartego noska do różowych, przypominających płatki róży ust. Kiedy kobieta uniosła
powieki ciężkie od gęstych rzęs, Ariana zobaczyła oczy w nieprawwdopodobnym kolorze fiołków.
I do tego jeszcze ten głos, miękki i melodyjny, z akcentem niewątpliwie pochodzącym z południa
Stanów Zjednoczonych, gdzie wszyscy mówią powoli, leniwie cedząc słowa, jakby ich życie
upływało spokojnie wśród sennych dni i parnych nocy. Nie mogąc się powstrzymać i nie bardzo
wiedząc, dlaczego to robi, dziewczyna zgrzytała zębami na dzwięk każdej słodkiej sylaby.
- Sean, kochanie, jak ci się udało tu dostać! Możesz sobie wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy
zobaczyłam twoją twarz. A wydaje mi się, że nie dalej jak wczoraj tańczyliśmy na balu u
gubernatora w Williamsburgu.
Sean uśmiechnął się do niej; jego białe zęby zalśniły na tle opalonej twarzy.
- To było jakieś dwa lata temu, Caroline - sprostowałłchociaż ani trochę się nie zmieniłaś od tamtej
pory. No, może nawet wypiękniałaś.
Caroline artystycznie zatrzepotała rzęsami, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, wtrącił się lan.
- Wdowieństwo jej najwidoczniej służy ... Czy może już wyszłaś ponownie za mąż, madame?
W fiołkowych oczach zabłysła złość.
- lan! Wstydz się, nieelegancko jest się tak drażnić. A jeśli chodzi o twoje pytanie, po prostu nie
znalazłam nikogo godnego moich uczuć.
- Chociaż nie dlatego, że nie próbowałaś - mruknął pod nosem lan, pochylając się nad wyciągniętą
przez Caroline białą jak lilia dłonią.
W przeciwieństwie do starszego brata, przywitał się i zaraz się wycofał, aby stanąć obok Ariany i
Mamie.
- Pani Caroline Saunders - rzekł - poszę mi pozwolić przedstawić sobie nasze towarzyszki 'podróży,
w pewnym sensie nasze podopieczne, lady Ariana Belmont... Lady Ariano, pani Saunders z
plantacji Dwanaście Dębów w Charleston.
Gdy Caroline spojrzała na Arianę,jej oczy na ułamek sekundy się zwęziły, ale kiedy się odezwała,
głos znów zabrzmiał słodko.
_ Lady Be1mont... zaraz, wydaje mi się, że znam to nazwissko! - Odwróciła się do Seana. - Nie
mów mi, że to słodkie dziecko jest żoną człowieka, którego tubylcy nazywają "panem". Przecież to
ledwie podlotek!
Ariana najeżyła się i wycedziła odpowiedz przez zaciśnięte zęby:
_ Jestem lady Ariana, pani Saunders. Lady Belmont jest mojÄ… matkÄ…, a "pan" jest moim ojcem.
Odchrząkując dość głośno, lan pośpieszył dokończyć prezentacji.
_ A to jest panna Mamie Travers, towarzyszka lady Ariany. Panno Travers ... - Uśmiechnął się do
Mamie. - Pani Caroline Saunders, jak zapewne już wiesz.
Caroline słysząc słowo "towarzyszka", zerknęła lekceważąco na Mamie i skinęła niedbale do
dziewczyny.
_ Mamie, musisz się zapoznać z moją Mammy Lizą..W skazała na ogromną czarną kobietę, która
stała za nią z gniewwną miną. - Mammy jest ze mną od urodzenia. Ach, jestem pewna, że się
świetnie dogadacie!
Trudno powiedzieć, czyja reakcja była silniejsza, ale kilka par oczu - jedne z zielonymi plamkami,
drugie ciemne i rzuucające błyskawice, inne niebieskie - odzwierciedlało różne reakcje, od
wściekłości do kompletnego niedowierzania, że Caroline mogła tak zwyczajnie sprowadzić Mamie
do pozycji spoÅ‚ecznej zajmowanej przez jej czarnoskórÄ… sÅ‚użącÄ…·
_ Czy powiedziałam coś niestosownego? - zapytała Caroline z niewinnością w fiołkowych oczach.
_ Nieważne, Caroline - rzuciÅ‚ lan, biorÄ…c oszoÅ‚omionÄ… Marrnie za rÄ™kÄ™ ·i podajÄ…c ramiÄ™ Arianie. -
Szkoda moich słów, a nie bardzo mam ochotę na bezużyteczne gadanie. - Skinąwszy głową
wdowie, dodał: - Chodzcie, panie, pokażę wam wasze kajuty. Powietrze tam będzie świeższe.
Zerknąwszy szyderczo na brata, poprowadził je pod pokład.
13
Ariana podniosła wzrok znad książki, gdy otworzyły się drzwi kabiny.
- No i? - zapytała. - Powiedz mi, jak poszło?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]