[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Alek nie chciał cię już zastąpić? pytam. Wciąż nie jesteś w dobrej formie.
Szczerze mówiąc& nie chciał. Powiedział, że jeśli mogę, to lepiej, żebym to ja poje-
chała.
Nie mówił dlaczego?
Nie. Pokłóciliście się?
Marta, w naszym wypadku trudno chyba mówić o kłótni. My przecież od wielu tygodni
prawie ze sobą nie rozmawiamy.
No tak.
Milczymy przez chwilę, słychać tylko cmokanie Mateuszka.
Co się stało z Nuką? pytam.
Cztery dni temu zjadła coś na spacerze, ktoś musiał rozłożyć truciznę w parku. W domu
zaczęła strasznie puchnąć na pysku, bardzo się śliniła. Dostała drgawek i odeszła, zanim Alek zdą-
żył dojechać z nią do weterynarza.
Jestem przerażona. Nuka, która była przy nim w najgorszych chwilach, w której ciepły łeb
mógł się wtulić po śmierci brata. Wierny towarzysz tych ostatnich samotnych lat. Biedny Alek. Pró-
bował ją uratować, ale nie zdążył. I pewnie bezradność była w tym wszystkim najgorsza. Przypo-
mina mi się opowieść o drgających jeszcze nogach Piotrka. Nie chcę o tym myśleć.
Już rozumiem, dlaczego wczoraj był taki inny. Patrzył na mnie, rozmawialiśmy. Dotknął
moich włosów. Było tak jak kiedyś, gdy po raz pierwszy pokazał mi się bez tej swojej głupiej
maski. Wczoraj też zdjął maskę. Dzisiaj wysłał bladą, wymiętą Martę, jakby sam nie czuł się na
siłach przywiezć mi małego. Może tak właśnie jest? Może naprawdę nie czuje się na siłach? Prze-
stał udawać twardziela, bo stracił Nukę i zwyczajnie nie potrafi teraz grać kogoś, kim nie jest.
Wieczorem siadam do komputera.
Zaglądasz jeszcze czasem do skrzynki? Bo ja bardzo rzadko. Nie pamiętam już nawet, jak
to jest mieć kogoś, kto by do mnie pisał. Nie pamiętam, jak to jest mieć Ciebie.
Wszystko się poukładało, prawda? Zwiat jakoś się kręci, chociaż był taki moment, kiedy
myślałam, że rozleci się w pył.
Tylko dlaczego jest tak pusto?
Patrzyłam na Ciebie, kiedy miałeś zamknięte oczy. Jesteś bardzo zmęczony, Alek. Powinie-
neś zwolnić.
Ktoś powinien Cię przytulić. Ja powinnam Cię przytulić, bo ciągle Cię kocham .
Mateusz śpi. Myję się, potem przeglądam książkę do historii. Taki spokojny wieczór. Chcę
już zamknąć komputer, ale odruchowo sprawdzam skrzynkę. Jest.
Więc dlaczego tego nie zrobiłaś?
Oblewa mnie gorąco.
Dlaczego nie powiedziałeś, że chcesz?
Czekam.
Powiedziałem. Dotknąłem Twoich włosów. To przecież to samo .
Nie mogę oddychać. Boję się napisać zbyt dużo. Boję się, że znowu coś zepsuję, albo on
mnie zle zrozumie, że się pogubimy, zanim zdążymy naprawdę się znalezć.
Przyjedz. Przytulę Cię .
Nie odpowiada. A więc jednak coś spieprzyłam. Nie można chcieć zbyt wiele. Trzeba iść
naprzód małymi kroczkami. Chce mi się beczeć. Czekam jeszcze długo, ale nic nie przychodzi. Zre-
zygnowana wyłączam komputer.
Zamierzam właśnie zgasić lampkę na biurku, gdy słyszę delikatne pukanie. Przez chwilę
nasłuchuję, potem zbiegam na dół. Tata był szybszy, stoi już przy drzwiach.
Dobry wieczór mówi cicho Alek.
Uśmiecham się przepraszająco do ojca i biorę Alka za rękę. Ciągnę go za sobą do pokoju.
Mam na sobie byle jaką koszulkę i stare spodnie od piżamy, ale to teraz nieważne. Zamy-
kam drzwi. Opiera się o nie plecami, patrzy na mnie. To mój dawny Alek. Odzwyczaiłam się tylko
od jego spojrzeń, dłoni, ust, od naszych rozmów. Ale kiedyś już przecież to wszystko znałam.
Umiałam być z nim blisko. Przypomnę sobie.
Podchodzę do niego. Zamyka oczy. Jest tak jak w moich marzeniach. Najpierw przeczesuję
palcami krótkie włosy, dotykam czoła, nosa i chłodnych warg. Potem obejmuję tę kochaną, upartą
głowę.
Widzisz? mówię. Przytulam cię. Tak jak obiecałam.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]