[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Oczywiście nie twierdzę, \e to konieczne, ale miewam takie zachcianki. Znam
tylko jedną kobietę, która naprawdę się na tym zna. Właśnie chcemy się pobrać.
To wdowa. Gra jak zawodowiec, a jaka dobra w ł... - urwał i spojrzał na mnisi
strój Melanii. - Cholera, znów się zbłazniłem - mruknął do siebie.
Dziewczyna nie chciała tracić czasu na długie przemowy. Otworzyła szufladę i
wyjęła z niej nowiutką talię. Zauwa\yła ją ju\ wcześniej, nie wiedziała tylko, \e
Sloan grywa z byłym więzniem.
- Gramy na pieniądze? - spytała.
Itty a\ otworzył ze zdziwienia usta. Po chwili jednak siedli do stolika. Rogalik
był tak wytrącony z równowagi, \e zapomniał nawet o cygarze.
Po dwudziestu minutach dwadzieścia dolarów, w szeleszczących nowych
papierkach, zmieniło właściciela.
- Mój Bo\e! Dziewczyno! Znam tylko jedną kobietę, która potrafi tak grać. -
Mę\czyzna rozluznił krawat.
- Mam dość. Pogadajmy o interesach.
Po godzinie uzgodnili szczegóły zakupu akcji Mogul Enterprises. Melania nie
szar\owała. Chciała ograniczyć ryzyko do minimum.
Kiedy Itty wyszedł, zajęła się przygotowaniem szczegółów operacji. Wydała
dyspozycje sekretarce i wprowadziła nowe dane do komputera. Następnie
wyjrzała na korytarz, a stwierdziwszy, \e nikt się tam nie kręci, zamknęła
starannie drzwi i wydała okrzyk zwycięstwa.
Melania na dobre rozgościła się w biurze Sloana. Czuła się trochę tak, jak
zwycięzcy Grecy w murach Troi. Humor popsuł jej się trochę, kiedy zauwa\yła,
\e Devereau nie wpadł do niej, mimo i\ miał coś do załatwienia na drugim
piętrze. Szef Standards Elitę był częstym gościem u Sloana. Potem było jeszcze
gorzej. Odbierała dziesiątki telefonów od zdesperowanych wielbicielek Sloana.
Mimi, Traci, Lori, LaBelle i dziesiątki innych niemal płakały, słysząc o jego
chorobie.
Melania nie dziwiła się tym kobietom. Zwłaszcza po tym, co prze\yła dziś rano,
na krótko przed wyjściem do pracy. Sloan zachowywał się wtedy jak najczulszy
kochanek. Dziewczyna nie wiedziała tylko, czy to, \e był w malignie, zapisać
mu na plus, czy te\ na minus. Z jednej strony, nie był w pełni świadomy, a z
drugiej, tylko w takiej sytuacji mógł być zupełnie naturalny. Melania do tej pory
pamiętała jego delikatne pocałunki.
A\ zakręciło jej się w głowie, kiedy przypomniała sobie nagiego Sloana pod
prysznicem. Szybko rzuciła się w stronę wody mineralnej. Wypiła duszkiem
całą szklankę, chcąc ugasić po\ar zmysłów. Niestety, nie na wiele się to zdało.
Skurczyła się w swoim nieco workowatym, szarym kostiumie. Nigdy nie
pozwoli, by Sloan dowiedział się, jak wielkie wywarł na niej wra\enie.
W sobotę obudził się około godziny dziesiątej. Czuł się fatalnie. Myślał z
nienawiścią o El Lobo i jego lekarstwach. Był przekonany, \e dzięki nim
odzyska siły i przejmie kontrolę nad domem i pracą.
Wygrzebał się z łó\ka i powlókł do łazienki. Miał wra\enie, \e odległości
wydłu\yły się niezmiernie. W przedpokoju potknął się o odkurzacz.
- Co tutaj robi ta cholerna maszyna? - warknął.
- Nigdy jej przecie\ nie wyjmuję.
Z kuchni wychyliły się Melania i Danielle. Pierwsza trzymała w dłoni jakąś
ły\kę, a druga ksią\eczkę z obrazkami.
- Nie chciałam cię budzić - wyjaśniła Melania.
- Muszę jeszcze posprzątać w twoim pokoju.
Sloan podrapał się po głowie. Chciał powiedzieć coś bardzo ciętego, ale tylko
ziewnął.
- Mo\e pobawimy się w konika, wujku? - spytała Danielle. - Albo w lamparta!
Lepiej w lamparta!
Sloan a\ się skurczył i zaczął w pośpiechu wycofywać się do łazienki.
- Wpadnij do kuchni, jak się umyjesz - rzuciła Melania. Przez drzwi usłyszał
jeszcze, jak tłumaczy Danielle, \e jest chory i nie mo\e na razie się z nią bawić.
Bardzo dobrze. Mo\e w końcu nauczy małą moresu.
Sloan wychynął z łazienki po kwadransie. Rozejrzał się czujnie dokoła, a
widząc, \e nigdzie nie czai się wróg, podą\ył do kuchni. Ju\ w progu w nozdrza
uderzył go zapach pieczonego ciasta. Wróg" siedział na stole i machał nogami,
ale poza tym zachowywał się jak dobrze wychowana panienka. Staromodna
sukienka dodawała tylko uroku maleńkiej Danielle.
Melania stała przy piekarniku.
- Dobrze, \e jesteś -powiedziała, nie odwracając się.
- Za pół godziny będą ciasteczka. Zjedz teraz trochę rosołu - dodała, wskazując
garnek.
Sloan pokręcił głową, rozglądając się po kuchni.
- Do licha, co ty zrobiłaś z moim domem? Przecie\ tu było tak ładnie, tak
przytulnie z tymi wszystkimi śmieciami walającymi się po kątach. - Spojrzał na
nią podejrzliwie. - Mam nadzieję, \e nie wyrzuciłaś moich notatek na temat
kolejnych spotkań Cardinalsów.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Nie. Znajdziesz je w biurku. - Zawahała się.
- Zresztą znam na pamięć wszystkie wyniki.
- Ty? Dlaczego?
- Rogalik - padła krótka odpowiedz. - Zjedz lepiej rosół.
Sloan wyglądał na załamanego.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]