[ Pobierz całość w formacie PDF ]

najwyrazniej ściągnęła, gdy nikt nie patrzył.
- Jest z twoją matką, ponieważ jest poniedziałek - mówi Henry powoli. -
W każdy poniedziałek twoja mama opiekuje się Katie.
Słyszę, co mówi, ale nie dociera to do mnie.
- A to? Co to jest? - wrzeszczę piskliwie i gorączkowo macham mu przed
nosem skarpetką.
- Eee... Skarpetka - odpowiada Henry zdumiony.
- Właśnie! Jej skarpetka! - krzyczę i wybucham płaczem. Oczy Henryego
robią się wielkie jak spodki. Przysuwa się
i obejmuje mnie. Wdycham zapach jego miętowego szamponu i
mentolowego kremu do golenia - ten sam zapach, do którego kiedyś tak
się przyzwyczaiłam, że w ogóle przestałam zwracać na niego uwagę.
- Jilly, usiądz. Przecież widzę, że zle się czujesz. - Prowadzi mnie w
stronę sofy i siadamy: ja naga, on w wyprasowanym garniturze gotowy do
wyjścia.
Dyszę ciężko, usiłując złapać powietrze, a Henry masuje mi plecy dopóty,
dopóki moje płuca nie zaczynają działać jak należy.
- Więc nic jej nie jest? Katie? Wszystko z nią w porządku? - Wycieram
nos wierzchem dłoni i podnoszę na niego oczy. Dopiero w tej chwili
zauważam, że znów mam na palcu złotą obrączkę. Przesuwam po niej
kciukiem, jakbym chciała w ten sposób przekonać się, że jest prawdziwa.
- Oczywiście, że nic jej nie jest. Co miałoby być nie tak? Po prostu
pospałaś dzisiaj dłużej, a ponieważ wczoraj niezbyt dobrze się czułaś, nie
chciałem cię budzić, kiedy przyszła po nią twoja mama.
Kiwam głową, choć nic mi się nie zgadza. Kiedy cofnęłam się w
przeszłość, wiedziałam, czego się spodziewać, przynajmniej na początku.
Powrót tu jest znacznie trudniejszy, zbyt wiele mnie ominęło, zbyt wiele
dziur pozostało niewypełnionych.
- No dobrze - mówi Henry. - Zadzwonię do Josie i powiem, że nie dasz
rady odebrać jej dziś z lotniska. Wyślemy po nią samochód.
- Zaraz, zaraz, co t a k ie g o ? Czemu miałabym odbierać dziś Josie z
lotniska?
Henry gapi się na mnie, otwiera usta, po czym z powrotem je zamyka.
- Przecież macie prezentację. Pracujecie nad nią od miesięcy. -Wzdycha. -
Jilly, chyba powinniśmy wezwać lekarza. - Wstaje, by chwycić za
telefon.
- Nie, poczekaj. - Ciągnę go z powrotem na sofę. - Po prostu... Mam mały
mętlik w głowie. Poczekaj minutę. - Przygryzam wargę i udaję, że
intensywnie myślę, by uwierzył, że nieco się uspokoiłam. W końcu
zmuszam się do uśmiechu. - Widzisz? Już mi lepiej.
Henry spogląda na mnie bez przekonania. Nagle oboje podskakujemy na
dzwięk dzwonka do drzwi.
- Cholera - mówi Henry. - To po mnie.
- Po ciebie? Dokąd się wybierasz? - Pytam ostro. Ostrzej, niż bym
chciała, co nie pomaga mi przekonać go, że się uspokoiłam. Choć mam
zamiar być wobec niego bardziej szczera, nie sądzę, by rozpoczęcie
nowego życia od wyznania: właśnie wróciłam z przeszłości, było
najlepszym pomysłem.
- Jak to dokąd? Do pracy. Tak jak co rano, kiedy przyjeżdża po mnie
Tyler, a potem razem wsiadamy do pociągu. - Zakłopotanie widoczne na
twarzy Henryego przeradza się w niepokój. - Ale dziś zostaję w domu.
Poczekaj, tylko mu powiem.
- Nie, nie, jedz do pracy - wołam, nerwowo wymachując rękami. - Nic mi
nie jest. Po prostu... jestem jeszcze trochę nieprzytomna. Naprawdę,
wszystko gra.
Henry przekrzywia głowę.
- Chyba jednak nie.
Biorę głęboki wdech, usiłując ułożyć sobie wszystko w głowie. Katie,
Tyler, Henry. Wróciłam, a jednak coś jest inaczej, coś się wyraznie
zmieniło. Nagle dochodzę do wniosku, że bardziej niż kiedykolwiek
czuję się tu jak w domu.
- Jest w porządku, naprawdę. - Wstaję i spoglądam mu w oczy. -Po prostu
muszę chwilę pobyć sama i uporządkować myśli.
Znów rozlega się dzwonek, tym razem bardziej natarczywy. Widzę, że
Henry się waha.
- Idz - mówię stanowczo. - Nie zastanawiaj się. -1 chyba dlatego, że
słyszy szczerość w moim głosie, całuje mnie i obiecuje, że zadzwoni,
kiedy tylko będzie miał chwilę przerwy.
- Postaram się wrócić na tyle wcześnie, żeby położyć Katie spać -
obiecuje i wychodzi, a ja wiem, że nawet jeśli nie dotrzyma słowa, nie
będzie to skierowane przeciwko mnie.
Oblizuję wargi i wyczuwam na nich ostry smak kawy Henryego. Patrzę,
jak mój mąż idzie w stronę dużego rodzinnego (mam nadzieję)
samochodu Tylera. Już ma wsiąść, ale odwraca się jeszcze raz w stronę
okna. Macham do niego drżącą dłonią, a on uśmiecha się i robi to samo.
Następnie zasuwam żaluzję, cofam się w głąb domu, mojego domu, i
zabieram się do układania na nowo fragmentów swego rozbitego życia.
Odnajduję sypialnię Katie w miejscu dawnego pokoju telewizyjnego.
Pachnie w niej chlebem bananowym. Osuwam się na bujany fotel, ten
sam, w którym śpiewałam jej kołysanki. Czuję, jak tym razem to mnie
powoli opadają powieki i ogarnia mnie ciepłe poczucie bezpieczeństwa.
Zamykam oczy i kołyszę się w fotelu, aż w końcu zapadam w spokojny
sen. Wiem, że gdy Henry wróci z pracy, będę tu na niego czekać. Tu i
teraz, i kiedyś, i już zawsze.
Jillian
Prawdopodobnie powinnam była zorientować się wcześniej, jednak [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl