[ Pobierz całość w formacie PDF ]
brudna istota, która ukazała się we śnie mnie i Madsowi. O ile, oczywiście, były to naprawdę
sny.
Terje, nadal pobladły, trząsł się niczym galareta.
- Tuż przed tym jak usłyszeliśmy kroki, zacząłeś coś mówić. Powiedziałeś: Nareszcie to
mamy! Dowiedziałeś się, kto to był?
- Nie, ale nieco lepiej poznałem historię Eldafjord.
Terje otworzył usta, by zadać kolejne pytanie, ale Solveig wpadła mu w słowo.
- Idzie tutaj do nas jakichś dwoje ludzi! Jeden jest... taki wielki i straszny... O, dobry Boże, co
my zrobimy?
Terje zareagował szybko; znów zniknął w swoim pokoju. Eskil jednak zebrał się na odwagę i
wygnał przez okno. Dwoje? Dwoje ludzi?
Nagle wybuchnął radosnym śmiechem.
97
- To moi rodzice! Solveig, to moi rodzice! Przyjechali aż tutaj!
Dostrzegli teraz także dwóch małych chłopców przy płocie, najwyrazniej malcy podjęli się
roli przewodników Heikego i Vingi.
- Terje, wyjdz! Moi rodzice przyjechali!
Terje bardzo niechętnie opuścił swe schronienie. W jego oczach można było wyczytać
wzbierający gniew.
- A więc to twoi rodzice chcieli nas tak wystraszyć tam na górze w...
- Ależ nie, nie - odparł Eskil, przekręcając klucz w drzwiach wejściowych: - Przecież oni idą
od dołu, od przystani, chyba tyle rozumiesz!
Wypadł na podwórze, wprost oszalały ze szczęścia, spotkał ich w połowie drogi do furtki i
jednocześnie objął oboje.
- Mamo! Ojcze! Myślałem, że całkiem już o mnie zapomnieliście!
- Oj, oj - śmiał się Heike, zdumiony widokiem syna, który wybuchnął płaczem. - Naturalnie,
że nie zapomnieliśmy o tobie, najdroższy chłopcze, ale przecież nie mieliśmy od ciebie
żadnych wiadomości!
- Wysłałem tyle listów, że nie sposób policzyć - powiedział Eskil, starając się zapanować nad
wzruszeniem i obetrzeć łzy, nieustannie napływające mu do oczu. Puścił już rodziców, ale
teraz z kolei Vinga musiała wyściskać jego.
- Dostaliśmy tylko dwa z nich, niedawno i prawie jednocześnie - wyjaśniła. - I natychmiast
wyruszyliśmy tutaj. Zrozumieliśmy jednak, że musiałeś pisać już wcześniej. Drogie dziecko,
co się z tobą działo? Gdzie się podziewałeś przez cały rok? Tutaj?
- Nie, nie tutaj. Naprawdę nie dostaliście moich listów? To ten przebrzydły strażnik, a
przecież przysięgał, że je wyśle...
- Byłeś w więzieniu? - ostro zapytał Heike. - Jeden z Ludzi Lodu w więzieniu? Mój syn?
- Wtrącili mnie tam bezpodstawnie, w końcu to zrozumieli.
- To dobrze! Ale ten twój ostatni list...? Odniosłem wrażenie, że był pisany w panice, Eskilu.
Wspomniałeś coś o przerażeniu. Sądziłeś, że jesteś bliski śmierci?
- O, tak, to prawda, nawet nie przypuszczacie, co tu się działo!
- Widzę twoje ręce - zauważyła Vinga. - Są obandażowane. A więc opowiadaj!
98
- Ale musicie wejść do środka! Mieszkam u Terjego i Solveig, o, właśnie idą. Poznajcie się...
Urwał nagle. I on, i Vinga z przerażeniem obserwowali Heikego.
Straszna twarz Heikego pobladła, przybierając barwę kredy. Oczy, zwykle jaśniejące żółtym
blaskiem, pociemniały teraz ze wzburzenia i wydawały się niemal czarne. Z trudem chwytał
oddech, jakby zaczął się dławić. Nagle zasłonił twarz dłońmi i gwałtownie się odwrócił.
- Ojcze...
- Heike - szepnęła Vinga - co się stało?
- Poczekajcie chwilę - wykrztusił z trudem. - Poczekajcie, to zaraz minie.
Odetchnąwszy głęboko kilka razy, olbrzym uspokoił się nieco i zdołał znów obrócić się
twarzą w stronę domu. Gospodarzom, którzy akurat znalezli się przy nich, wyjaśnił,
uśmiechając się sztucznie:
- Wybaczcie, musiałem stłumić kichnięcie.
Kichnięcie! Nigdy jeszcze nie widzieli Heikego w takim stanie, nawet Vinga, która żyła z nim
przez wiele lat i niejednego była świadkiem.
To było doprawdy niepojęte!
Zasiedli przy kuchennym stole i zjedli tak pożądany po długiej podróży posiłek. Z pytaniami
postanowili na razie się wstrzymać. Heike i Vinga dostrzegli oczywiście, że Terje Jolinsonn
ma dotkliwie poranioną twarz i ręce, wyczuwali też atmosferę niezwykłego napięcia.
Vinga była kompletnie oszołomiona. Nie mogła zrozumieć ściągniętej twarzy Heikego ani
jego osobliwej małomówności, nie rozumiała także opryskliwego gospodarza o nadzwyczaj
pięknej twarzy. Kobieta za to była łagodna, miała delikatne ruchy, najpewniej bardzo miłe
usposobienie, choć wydawała się taka przytłoczona, wręcz stłamszona. I nerwowa, jakby
przez cały czas czegoś nasłuchiwała.
Solveig ze swej strony doszła do wniosku, że nigdy nie widziała kobiety wspanialszej od
[ Pobierz całość w formacie PDF ]