[ Pobierz całość w formacie PDF ]
bez ruchu, biernie przyjmując jego bliskość. Ale coś się w niej zrodziło do
życia. Coś głębokiego i żywotnego, czego dotąd była nieświadoma,
sprawiło, że serce jej biło mocno, a ciało miękko przylgnęło do niego.
Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się dziwnie. Nigdy nie reagowała tak
na pocałunek Jake'a.
Pocałunek Grega był cudowny. Jego wargi odkrywały jej usta ze spokojną
pewnością siebie. Nagle ręka obejmująca jej podbródek wślizgnęła się w
otwarty pod płaszczem dekolt i tam pozostała, boleśnie blisko jej piersi,
które niespodziewanie oczekiwały na jego dotyk.
Mickey pozwoliła się całować, rada z delikatnego nacisku jego warg, a
jednocześnie świadoma rosnącego pędu własnej tęsknoty. Otoczyła
ramionami jego szyję, a ten ruch sprawił, że jego dłoń jeszcze bardziej
zbliżyła się do jej piersi. Gdy palcami wyczuła miękkie włosy na jego karku,
sięgnęła do jego muskularnych ramion. Jakie to byłoby cudowne uczucie
dotykać jego ciała bez przeszkód. Czuć ciepłą skórę pod palcami.
Skąd te myśli? To szaleństwo! Dopiero poznała tego człowieka! W
gruncie rzeczy to nieznajomy. A jednak chętnie pozwalała mu się całować, i
to w taki sposób, jak nigdy dotąd. Z gotowością rozchyliła wargi na jego
pocałunki i z przerażeniem poczuła, że chciała również otworzyć całą siebie
i połączyć się z nim bez reszty.
To było zatrważające doznanie. W przeszłości całowała się wielokrotnie z
mężczyznami, a jak teraz powiedziałaby - z chłopcami. Ale żaden z nich nie
RS
23
poruszył tak jej zmysłów. %7ładen z nich nie wzbudził do końca impulsu
kobiecości, który dotąd tylko w niej drzemał. A teraz ten obcy mężczyzna,
którego nie od razu polubiła, dokonał tego. Sprawił, że zdała sobie sprawę,
jak mogła stać się pełną namiętności kobietą.
W końcu niespiesznie odsunął się od niej, potem palcami jeszcze raz
musnął jej piersi. Dreszcze pożądania pulsowały w niej z taką siłą, że się
przeraziła.
Zaczęła głębiej oddychać, próbując coś powiedzieć, ale nic nie wydawało
się odpowiednie w tym momencie. Nie mogła przecież wyznać mu, co czuła,
co sprawił swoim pocałunkiem.
- Dobranoc, Mickey. - To zabrzmiało jak pieszczota i poczuła spływające
na nią ciepło. - To był miły wieczór. Zastanowię się nad tym wszystkim, co
powiedziałaś. Przemyślę to bardzo uważnie. Do widzenia.
Odwrócił się i szybko ruszył na podjazd.
- Do widzenia - pożegnała go krótko i weszła do domu. Stała tam jeszcze
parę minut po jego odjezdzie, pamiętając dotyk jego ust i bliskość jego ciała.
I sposób, w jaki na nią patrzył mówiąc, że przemyśli wszystko, co
powiedziała. Czy miał na myśli domy, które opisywała, czy też opinie na
temat łączenia pracy zawodowej z małżeństwem?
Nie wiedziała. Ale po zapaleniu świateł, gdy szła na górę, była pewna
jednej rzeczy - ten świeżo odkryty element w jej osobowości był raczej
przerażający, lecz bynajmniej nie żałowała, że Greg Bennett ją całował.
Wcale nie żałowała.
RS
24
ROZDZIAA 4
W kilka dni pózniej Mickey wyglądała przez zakurzone okno swego biura.
Nie mogła tego pojąć. Po takich pocałunkach, po tym, co jej powiedział,
Greg zniknął. Od tamtej pory nie widziała go i nie dał znaku życia. Nie
wydawało jej się, by był człowiekiem, który mógłby zabawiać się w ten
sposób, który traktował takie sprawy lekko. Ale w gruncie rzeczy wcale go
nie znała.
Westchnęła i wróciła do biurka. Czekała na nią jak zwykle papierkowa
robota. Ostatnio jednak trudno jej było skoncentrować się na pracy.
Następnego dnia po kolacji z Gregiem czuła się wspaniale, do tego stopnia,
że nawet odwiedziny Jake'a w biurze nie przytłumiły jej euforii.
Przynajmniej początkowo tak było.
Jake starał się być bardzo uprzejmy.
- Czy podobała ci się restauracja? Mickey kiwnęła głową.
- Od dawna chciałam tam pójść.
Powiedziała to bez pretensji. Była to prawda i on to wiedział.
- Jak ci się udały interesy? - spytał ścierając kurz z krzesła, zanim usiadł. -
Czy dostałaś zamówienia?
- Nie wiem. Widzisz, on zamierzał wybudować na prerii wieżowiec,
straszną budowlę ze szkła i betonu. Powiedziałam mu o ekologicznych
budynkach obsypanych ziemią.
Jake potrząsnął głową.
- Klient zawsze ma rację, Mickey. Powinnaś to wiedzieć. Zmarszczyła
brwi.
- Zdaję sobie sprawę, że nie czujesz tego, co ja, jeśli chodzi o prerię. Nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]