[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wątpliwości, iż Jan go przysłał. Wyciągnęła kilka książek z
półki i jej oczom ukazały się charakterystyczne drzwiczki w
ścianie.
Otworzyła sejf. Niezgrabnie zaczęła pakować do torby stos
papierów wartościowych. Nagle zauważyła mały skórzany
woreczek leżący na podłodze przy jej nogach, który z pewnością
wypadł z sejfu. Chciała zajrzeć do środka, ale strach przed
niespodziewanym nadejściem Colina sprawił, że szybko
wrzuciła go z powrotem do skrytki.
Dobra dziewczynka zawołał, kiedy ukazała się na
korytarzu.
Stwierdziła, ku swojemu zdumieniu, że już się go nie boi.
Miał sympatyczny uśmiech, a mimo niechlujnego wyglądu,
wytartych dżinsów i koszuli, odznaczał się pewnością siebie.
Gdy podeszli do samochodu Donny, zapytał, czy może
poprowadzić.
Brałem kiedyś udział w wyścigach samochodowych
dodał, kiedy się zgodziła.
A teraz...
Brak samochodu, brak pracy, brak miejsca dla takich
facetów jak ja.
Przemknęli przez Melbury i zanim się spostrzegła, byli na
trasie do Bristolu.
Donna analizowała sytuację. Chyba jest szalona. Pozwalała
się wiezć temu nieznajomemu nie wiadomo dokąd. Może on
wcale nie zabierze jej do Jana? Nawet Richard nie miałby
pojęcia, gdzie jej szukać. Richard dlaczego pomyślała właśnie
o nim? Dotarli do przedmieścia i Colin skręcił w jedną z
mrocznych uliczek.
Jesteśmy na miejscu poinformował Wysiadaj!
Weszli w bramę. Długim ciemnym korytarzem dotarli do
schodów. Na pierwszym piętrze Colin zatrzymał się.
Jan nie wygląda dobrze. Bądz przygotowana na wstrząs.
Pchnął drzwi i przytrzymał je, aby mogła wejść do środka.
Pokój oświetlała tylko mała nocna lampka, większość
sprzętów tonęła w cieniu. Dostrzegła łóżko.
Jan? spytała nieśmiało.
Ktoś się poruszył, więc podeszła bliżej i nagle zobaczyła
głowę szczelnie owiniętą bandażem, spod którego widać było
jedynie oczy i usta. Colin włączył mocniejsze światło.
Jan, na miłość boską. Co się stało?
Colin stanął za nią.
Wszystko w porządku, Donna Jan usiadł powoli nie ma
powodu do paniki. To było trzy tygodnie temu. Dwóch
mężczyzn napadło mnie na ulicy. Ale na szczęście Colin mnie
znalazł.
Po co kłamiesz... Colin wyraznie chciał sprostować.
Zapomniałem spytać Jan przerwał mu ostro. Donna, czy
przyjechaliście bez wiedzy Clare i pani Lanten?
Skinęła głową, a po chwili powiedziała:
Powinieneś od razu pójść do szpitala. Czy byłeś u lekarza?
Oczywiście, że tak. Dostał całą masę leków. Obecnie już
ich nie bierze, bo, jak twierdzi, czuje się dobrze wyjaśnił
Colin.
Czy przyniosłaś pieniądze? Jan spytał zniecierpliwiony.
Zabieram cię do domu twardo powiedziała Donna.
To niemożliwe.
Ale dlaczego? spojrzała na Colina oczekując poparcia, a
on uśmiechnął się szeroko.
OK. Papużki chcą być same. Idę do doktora tu obok,
jakbyście mnie potrzebowali.
Jan, musisz wrócić do domu podjęła Donna, gdy tamten
wyszedł. Wiem wszystko o pieniądzach ze sklepu. I
przysięgam, że nie masz się czego obawiać.
Moja kochana Donna, wiem, że stary Brooks i Richard
wykorzystają każdą okazję, aby się mnie pozbyć, ale ty
przechyli! się do niej ze względu na Seatona, powstrzymasz
ich, prawda?
Więc co jeszcze stoi na przeszkodzie, abyś wrócił do Clare,
do mnie?
Nie mogę ci powiedzieć. Musisz mi zaufać kiedy mówię, że
Riversly nigdy nie będzie miejscem dla mnie.
Nie rozumiem...
Jeśli wrócę teraz, to sprowadzę niebezpieczeństwo na ciebie
i Clare.
Jak to?
Zaczął tulić jej ręce. Zadrżała, ale przysunęła się do niego
mówiąc:
Nie wierzę, że napadli cię zupełnie obcy ludzie. To było na
pewno zaplanowane.
Donna, posłuchaj, zostałem pobity i jeśli nie pokażę się w
Riversly pomyślą, że najprawdopodobniej nie żyję Ależ Janie...
Kto? Dlaczego? zawołała, a łzy napłynęły jej do oczu.
Nie mogę, nie chcę ci powiedzieć. Proszę, nie płacz, tego
nie zniosę. Wiesz ciągnął pierwszego dnia, kiedy
spacerowaliśmy wzdłuż rzeki dzięki tobie zacząłem myśleć, że
może nie wszystko dla mnie stracone. Może nie jest za pózno, to
znaczy dla ciebie i dla mnie.
Westchnęła:
Cóż mogę ci powiedzieć. Przecież cię nie znam.
Gdyby Seaton przywiózł cię do Riversly wcześniej...
Wyrwała ręce.
Chyba nie rozumiem. Kochałam Seatona ale te słowa
uświadomiły jej tylko, ile czasu już upłynęło, jak wiele się
zmieniło.
Ale jego już nie ma. Ja jestem. Proszę, wysłuchaj mnie,
Donna. Rozpaczliwie cię potrzebuję. Jeśli bylibyśmy razem,
zmieniłbym się. Kiedy tylko kłopoty się skończą wrócę do
Riversly, a wtedy...
To jest niemożliwe zbyt pózno dostrzegła pułapkę, którą
dla niej szykował.
Usta jej drżały. Odwróciła głowę. Jan był jak dziecko,
samolubny w swych zachciankach. Najbardziej w świecie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]