[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przypomniała sobie Anne, dzień, w którym Grizel i Marta zwykle
robią pranie.
Środa środą, ale pralnia wydawała się pusta.
Anne, pochyliwszy głowę, zaczęła przechodzić pod rozwieszoną
na sznurach bielizną. Kiedy zbliżała się do drewnianych kadzi,
usłyszała nagle głos Marty:
- Przysięgam na grób mojej babki, że na prześcieradłach nie było
żadnych śladów, pani ochmistrzyni. Dziwne ... Przecież nasz pan
sam chciał tego ślubu! Poślubił lady Anne, a teraz wcale nie chce
żyć z nią jak mąż z żoną.
Anne, ukryta za rozwieszoną ogromną płachtą, skwapliwie
skinęła głową. Zgadzała się z Martą całkowicie.
- Chyba mylisz się - odparła Grizel. - Głowę sobie dam uciąć, że
Macqueen, biorąc ją za żonę, wcale nie miał celibatu na myśli.
- A ja jestem pewna, że oni ani razu nie spali w jednym łożu!
- Może poszli gdzie indziej?
- A dokąd, pani ochmistrzyni? Do stajni? Do chlewika? Wdrapali
się na portyk albo wskoczyli do kadzi z farbą? O, nie! Nawet
gdyby panu coś takiego przyszło do głowy, nie sądzę, żeby lady
Anne na to przystała.
Anne ponownie skwapliwie skinęła głową.
- Ja też tak myślę - przytaknęła ochmistrzyni.
- I musi być jakiś powód, że jest jak jest.
- Ale jaki? Lady Anne mu się nie podoba? Przecież ona jest bardzo
ładna.
Lady Anne niby wydęła usta, ale zaraz potem uśmiechnęła się z
zadowoleniem.
- Bardziej niż ładna - powiedziała ochmistrzyni. I wcale nie jest
mu obojętna. Obie dobrze pamiętamy, jaki diabeł w niego
wstąpił, kiedy odesłał ją wtedy do Ravenscrag. Niby sam tego
chciał, a potem nie mógł sobie znaleźć miejsca. Ona zauroczyła
go już wtedy, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy. A teraz to jest po
prostu w niej zakochany.
Zakochany?! Anne z niedowierzaniem potrząsnęła głową. Który
zakochany mężczyzna nie pragnie zakosztować wdzięków damy
swego serca?
- Ona zresztą w nim też. Pamiętasz, jaka była lady Anne na
początku? Taka odważna. Sama przypłynęła na naszą wyspę,
choć omal nie przypłaciła tego życiem. Potem, jak jeszcze była
ledwo żywa, rwała się do ucieczki. A teraz jest potulna. Cichutka
jak myszka. Miłość największą sekutnicę zmieni w owieczkę!
Obie kobiety zaśmiały się głośno, a Anne aż krzyknęła cicho. Ona
- owieczką? Jak one śmią!
Dość już się nasłuchała! Wyszła z pralni, z powrotem na
zamkowy korytarz i ruszyła po prostu przed siebie. Szła dobrą
chwilę bez celu i nagle, nie wiadomo kiedy, znalazła się w kom-
nacie, skąd wchodziło się do komnat jej męża, w których, ona,
żona, nigdy jeszcze nie była. Zawahała się, ale ciekawość
przeważyła. Podeszła do drzwi i zdecydowanym ruchem
nacisnęła na klamkę·
Była poruszona tym, co ujrzała. Komnata była prawie pusta, stało
tu tylko łoże i wielka skrzynia, nic więcej. Co prawda, reszta
zrujnowanego zamku nie wyglądała lepiej. Nie było tu rzeź-
bionych sprzętów, gobelinów na ścianach ani miękkich
kobierców. Nie było tu niczego, świadczącego o bogactwie pana
zamku.
- On nie ma nic, dosłownie nic - szepnęła Anne, nagle porażona
ogromem strat, jakie poniósł lord, kiedyś przywódca potężnego
klanu.
Jej wzrok przemknął po nagich ścianach i spoczął na wielkiej
skrzyni. Nie mogła się powstrzymać. Otworzyła ją i zerknęła do [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl