[ Pobierz całość w formacie PDF ]

O nie, znowu o tym wspominam... Febe ugryzła się po-
niewczasie w język. Współżycie...
- Aha - Jackson odprężył się - o to chodzi.
- Tak, o to. - Ale czego on się spodziewał? - Innymi słowy, nie
wie, co się stanie, jak zacznie chodzić na randki.
- To proste - Jackson spoczął na oparciu. - Nic. Febe zamrugała
powiekami.
- Co?
62
S
R
- Nic się nie stanie. Bo każdy chłopak, który po nią przyjedzie,
będzie musiał wstąpić do mnie na słówko. Spojrzę każdemu prosto w
oczy i powiem:  Synu, dobrze wiem, o co ci chodzi, bo ja tego
samego chciałem, będąc w twoim wieku. Ale jeśli ty chcesz dożyć
mojego wieku, zapomnisz o tym, czego chcesz od mojej córki".
Jackson umilkł, jakby zastanawiał się nad ojcowską strategią.
Kiedy podjął wątek, diabelski błysk zapłonął w jego oczach.
- A potem pewnie zgniotę w dłoniach parę puszek z piwem albo
pokażę dzieciakowi moją kolekcję broni palnej, zależnie od tego, w
jakim będzie wieku.
Gdyby nie ten błysk w oku, wzięłaby go poważnie. Roześmiała
się.
- Mam wrażenie, że właśnie czegoś takiego obawia się Lauralee.
Jackson udał zdziwienie.
- Za ostro?
- Troszeczkę. O, tyle - Febe uniosła dłoń, wystawiając kciuk i
palec wskazujący rozsunięte na kilka milimetrów.
- Hmm. A jeśli pominę scenę z bronią palną?
- A naprawdę masz kolekcję broni?
- Nie. Ale zastanawiam się, czy takowej nie zgromadzić, odkąd
tylko Lauralee powiedziała mi, że babcia zabrała ją do miasta celem
kupienia pierwszego stanika.
Roześmiali się oboje. Ich oczy spotkały się. Febe poczuła, że
ogarnia ją słodkie ciepło. Wspólny śmiech ucichł, nastała pełna
napięcia cisza.
63
S
R
- Naprawdę nie sądzę, żebyś musiał się martwić o Lauralee -
rzekła w końcu, mając nadzieję, że jej głos nie brzmi tak sztucznie, jak
jej samej się wydawało. - Jest mądra, rozsądna i dobrze wie, kim jest.
- Wiem. W sumie ma pewnie lepiej poukładane w głowie, niż ja
miałem w jej wieku - przyjrzał się Febe uważnie i spytał: - A jak
zareagował twój ojciec, gdy poszłaś na pierwszą randkę?
Zaparło jej dech. Umknęła spojrzeniem. Co innego było
przyznać się do roli brzydkiego kaczątka nastolatce, a co innego
wyznać to mężczyznie, który w szkole średniej musiał być obiektem
niezliczonych westchnień. W końcu spojrzała na niego, silnie
powtarzając sobie, że co było, minęło.
- Tak naprawdę - powiedziała - mój ojciec dowiedział się o tym
dopiero parę tygodni pózniej.
Jackson ściągnął brwi.
- Nie dowiedział się...?
I w tym momencie nadszedł kelner.
- Proszę uprzejmie! - rzekł z uśmiechem, stawiając przed nimi
artystycznie udekorowane talerze. - Pieczony jesiotr w tropikalnym
sosie salsa dla pani. I kurczak z rożna z ostrym sosem dla pana.
Nastało milczenie. Kelner popatrzył na niego i na nią.
- Czy coś się stało? - spytał uprzejmie.
- Nie, nic - powiedział Jackson. - Dziękujemy bardzo.
- Wygląda prześlicznie - pochwaliła Febe, sięgając po widelec.
Kelner uśmiechnął się z ulgą.
- %7łyczę smacznego.
64
S
R
Znowu to zrobiła! pomyślał Jackson z mieszaniną podziwu i
irytacji. Korzystając z przyjścia kelnera, odwróciła bieg konwersacji.
A on świetnie jej w tym dopomagał, gadając bez przerwy przez
czterdzieści pięć minut. Wystarczyło jedno pytanie - o psychologiczne
aspekty pracy strażaka - i zaczął gadać, jakby nie rozmawiał z nikim
od miesięcy.
Czy ona zdawała sobie z tego sprawę? Jeszcze wczoraj był tego
pewien. Dzisiaj już nie. Zaczynał sądzić, że jej bariery obronne były
tak silne, iż nawet nie zauważała, jak uporczywie unika, osobistych
pytań.
To nasuwało na myśl pytanie najważniejsze. Co było przyczyną
takiej defensywnej postawy? Nic. Jak dotąd, nie miał o niczym takim
pojęcia. Ale z drugiej strony, wciąż wiedzy na jej temat miał tyle, co
kot napłakał.
Skrzywił się, zły, że aż tak przeszkadza mu ta niewiedza. No
dobrze! Pociągała go fizycznie. Nie była w jego typie, a jednak miała
w sobie coś takiego, co pobudzało jego zwierzęce instynkty. Chwyciło
go to coś, jak tylko ją zobaczył, i wcale nie zamierzało puścić. Gorzej,
ściskało coraz mocniej.
Naprawdę coraz mocniej. Mało brakowało, a okryłby się
wstydem podczas kilku ostatnich porannych biegów. Na szczęście
miał na sobie dość luzne szorty, by ukryć to, co oczywiste. No dobra,
miał na nią ochotę. Dobrze! Zwietnie! Nie miał zamiaru przed sobą
udawać. Ale i nie miał zamiaru niczego uczynić. Przynajmniej...
65
S
R
niczego na poważnie. Było wiele argumentów przemawiających za
wstrzemięzliwością.
Po pierwsze, doktor Donovan była jego lokatorką. Bardzo bliską
sąsiadką. Bardzo wygodne, nie da się ukryć. Ale i skomplikowane.
Szczerze mówiąc, nie czuł ochoty na żaden długotrwały
związek. Miał kiedyś żonę. Kochał ją gorąco i stracił zbyt wcześnie,
ale po pewnym czasie pogodził się z tym. Niemniej jednak, dzięki
temu, co przeżył z Anne, bardzo sobie cenił instytucję małżeństwa.
Nie miał zamiaru żenić się jeszcze raz. Dawał to jasno do zrozumienia
kobietom, z którymi się spotykał - zwłaszcza tym  dobrym partiom",
które podsuwała mu matka. Mały romans bez zobowiązań był w
porządku. Ale nic ponadto. A romans z kobietą, która płaciła mu za
wynajem części domu, w oczach Jacksona był przeciwieństwem
 romansu bez zobowiązań".
To przywodziło na myśl drugi istotny powód, dla którego
dobieranie się do Febe było niewskazane. Powodem tym była jego
córka, Lauralee. Nie udawał, że od śmieci żony żył jak mnich, ale
zawsze był bardzo dyskretny w tych sprawach. Raczej nie udałoby się
zachować dyskrecji, żyjąc z kobietą, która mieszkała pod jednym
dachem z jego córką.
Ciekawe, że Lauralee nabrała natychmiastowej i głębokiej
sympatii do Febe. I bez wątpienia Febe również szczerze polubiła
Lauralee. Miał czasami wrażenie, że wolała towarzystwo jego córki
niż jego samego. Ale jednak...
Sięgnął po kieliszek.
66
S
R
Cholera! Przecież wiedział, że on też pociągał Febe seksualnie.
Niemożliwe, żeby tyle elektryczności płynęło tylko w jedną stronę.
Czuł, że drżała, gdy ją dotykał. Słyszał, jak zmienia się jej rytm
oddechu. Widział, jak pulsuje jej żyłka na szyi, gdy się zbliżał. Więc
czemu trzymała go na dystans? Dlaczego?
Z pewnością nie mógł jej zarzucić, że go podpuszczała. Gdyby
chciała zauroczyć go wdziękami, rozpuściłaby na dziś wieczór włosy. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl