[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Dzień dobry panu - przywitał Sadlera. - Co się sta
ło? Myślałem, że po wczorajszych przesłuchaniach nie bę
dziemy już musieli wracać do tematu przemytników.
- Tak się składa, że ten temat wciąż nie jest zamknięty,
proszę pana. Mam powody przypuszczać, iż może pan
wiedzieć więcej, niż był dotąd łaskaw przyznać.
Ritchie nie wiedział, skąd te wnioski. Co takiego po
wiedziałem? - zastanawiał się. W jaki sposób dałem mu
do zrozumienia, że jestem zainteresowany sprawą prze
mytu? Nie, ten człowiek to po prostu pies gończy, który
usiłuje zwęszyć trop. Dziwne tylko, że jego podejrzenia
są słuszne. Choć dzięki podsłuchanej wczoraj rozmowie
wiem, że jest uczciwy, na razie nie będę jeszcze wtajemni
czał go w szczegóły swojej misji.
- Nie rozumiem, na jakiej podstawie pan tak sÄ…dzi. Jak
pan wie, interesuje mnie poszukiwanie skamielin oraz ma
lowanie wspaniałych krajobrazów.
- Podejrzewam, że obserwując te wspaniałe krajobrazy,
mógł pan zwrócić uwagę na coś, co ułatwiłoby dochodzenie.
- Proszę wybaczyć, ale rzadko zdarza mi się malować
w plenerze w środku nocy - rzekł ironicznie Ritchie. -
Nie, bardziej interesuje mnie pilnowanie, by mój pod
opieczny zdobywał wiedzę niezbędną do podjęcia nauki
w Harrow i w Oxfordzie.
- To bardzo szczytny cel, proszÄ™ pana.
Ich słowna potyczka trwała jeszcze przez pewien czas.
Tak jak podejrzewał George, Sadler niczego się nie dowie
dział od Ritchiego, a Ritchie nie uzyskał żadnej nowej in
formacji od strażnika.
W końcu guwerner zdjął okulary i znów zaczął je do
kładnie czyścić.
- Zastanawiałem się, dlaczego żywi pan tak nieza
chwianą pewność, że pan William Compton stoi za orga
nizowanym w tych rejonach przemytem - oświadczył. -
Aby doprowadzić go przed sąd, musiałby pan dyspono
wać niezbitymi dowodami, a tymczasem najwyrazniej nie
wie pan nic, co mogłoby pomóc w dowiedzeniu jego wi
ny, poza tym, że Zatoka Baxtera stanowi część posiadłości
Comptonów. Wnioskuję również, że podejrzewa pan pana
Watersa. Czy mogę spytać na jakiej podstawie?
Twarz Sadlera wykrzywił nieprzyjemny grymas.
- Wszyscy w okolicy wiedzą, że to oni prowadzą nie
legalne interesy, lecz nikt nic nie powie, gdyż większość
w taki czy inny sposób zyskuje na przemycie. Pozostali
najzwyczajniej boją się zemsty przemytników. Właśnie
z tego względu nie sposób zgromadzić niezbitych dowo
dów. Compton i Waters z pewnością dysponują niepod
ważalnym alibi na noc przemytu, lecz może pan być pe
wien, że wielu ich ludzi, a także niemało mieszkańców
okolicznych wiosek współpracowało przy przeładunku
kontrabandy w Zatoce Baxtera. Jest pan człowiekiem
z zewnątrz, zatrudnionym przez Comptona, i widać, że
nie brakuje panu rozumu, więc mógł pan bez trudu do
strzec wiele rzeczy niezauważalnych dla mnie. Wystarczy,
że podzieli się pan ze mną pewnymi informacjami i za
chowa milczenie. Wiem także, iż w okolicy działa agent
rządowy i podejrzewam, że może on być jednym z gości
Comptona. Chciałbym wiedzieć, kto to taki, i prosiłbym
pana o uważne obserwowanie tego, co się tutaj dzieje.
Ritchie włożył okulary.
- Jeśli agent, o którym pan wspomniał, jest naprawdę
dobrym szpiegiem, wątpię, czy się zdradzi. Z pańskich
słów wnioskuję, że w razie zdemaskowania jego życie by
łoby zagrożone.
Sadler uśmiechnął się niepewnie.
- Drogi panie, proszÄ™ tylko o przekazywanie mi wia
domości o wszystkich podejrzanych zdarzeniach, na które
zwróci pan uwagę. Obiecuję dyskrecję. Teraz jednak na
mnie już pora. Mam spory kawałek wybrzeża do patrolo
wania i mnóstwo pracy. Proszę mnie nie odprowadzać, ży
czę miłego popołudnia.
Dopiero kiedy Sadler mijał rogatkę na drodze między
Londynem i Brighton, przyszło mu do głowy coś tak ab
surdalnego, że z początku odrzucił tę myśl. Mimo to nie
chciała go opuścić.
Wykształcony pan Ritchie, ze swoim bystrym spojrze
niem i łagodnym głosem, był zupełnie nowy w okolicy.
Czy to możliwe, że przybył tu z rządową misją? Czy wy
prawy na skamieliny oraz kształcenie Jacka Comptona to
tylko przykrywki dla jego prawdziwej działalności?
Tymczasem krzątający się po stajni George, który pod
słuchał rozmowę Sadlera i Ritchiego, zadawał sobie inne
pytania. Swego czasu uważał się za człowieka honoru.
Czy ktoś taki powinien biernie stać i obserwować, jak lu
dzie z jego otoczenia dopuszczajÄ… siÄ™ zdrady? Czy w ta
kiej sytuacji ma prawo zachować milczenie?
George doszedł do wniosku, że takie postępowanie jest
niegodne uczciwego człowieka. Postanowił, że następnym
razem, kiedy podsłucha jakąś istotną informację, która nie
powinna dotrzeć do jego uszu, zawczasu przekaże jej treść
Sadlerowi. I do diabła z konsekwencjami!
Po zamieszaniu i chaosie pierwszych tygodni po przy
byciu Ritchiego do Compton Place jego życie nagle się
uspokoiło, stało się wręcz nudne i nieciekawe. Przyjęcie
dobiegło końca, goście opuścili dom, a Roger Waters wy
jechał do Londynu bez wątpienia po to, by zająć się in
westowaniem zysków z ostatniej sprzedaży gwinei i orga
nizowaniem następnego przerzutu.
William Compton nie pojechał z przyjacielem. Wolał
zatrzymać się na kilka dni u przyjaciół w Hove. Dzięki te
mu w posiadłości zapanował spokój. Znikła większość
sprowadzonej z okazji przyjęcia służby, wywieziono spo
ro wypożyczonych mebli. Nic nie wskazywało na to, by
lord Sidmouth podjÄ…Å‚ jakieÅ› kroki w zwiÄ…zku z otrzymanÄ…
od Ritchiego notatkÄ….
W przerwach między dokształcaniem Jacka i cemento-
waniem związku - o ile to właściwe słowo - z Pandorą,
Ritchie nadal tropił przemytników. W końcu doszedł do
wniosku, że potrzebuje pomocnika, gdyż bez niego nie
zdobędzie niezbitych dowodów winy podejrzanych, i tym
samym nie doprowadzi do ich skazania. Podejrzewał jed
nak, że wie, gdzie szukać stosownego materiału obciążają
cego.
Dzień po zakończeniu przyjęcia napisał list do sierżan
ta Joshuy Bragga, który opiekował się nim, kiedy Ritchie
przybył do obozu Wellingtona jako niemalże wrak czło
wieka, dysponując wszakże informacjami, które znacznie
ułatwiły generałowi pokonanie francuskiej armii na Pół
wyspie Iberyjskim.
Doglądając majora, którego znał od czasów szkolnych,
Bragg na przemian przeklinał jego decyzję o zostaniu taj
nym wywiadowcą i wychwalał go za niebywałą odwagę.
Tylko dzięki niej Ritchie przeżył, choć większość ludzi na
jego miejscu zapewne zrezygnowałaby z dalszej wałki
i biernie czekała na śmierć.
Gdy odzyskał siły na tyle, by powrócić do Anglii,
Bragg, który również odniósł poważne rany, otrzymał roz
kaz towarzyszenia mu do czasu powrotu do czynnej
służby.
W ten sposób Bragg pozostawał przy Ritchiem jako je
go pomocnik, adiutant, kucharz i sprzÄ…taczka, jak sam
twierdził. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy lord
Sidmouth wyznaczył majorowi Chancellorowi nową mi
sję. Ten nie przyznał się do niej sierżantowi, gdyż wie
dział, że Bragg nie omieszka wyrazić dezaprobaty. Pozo
stawił wiernego druha w domu swojego ojca w Londynie,
by tam oczekiwał na jego powrót.
Teraz jednak napisał do Bragga enigmatyczny list,
w którym wspomniał, że przebywa w Compton Place,
gdzie pojawiło się miejsce pracy dla rzetelnego masztale
rza. Była to prawda, William uznał, iż stać go na zatrud
nienie dodatkowej służby.
Chętnie widziałbym tutaj Ciebie, przyjacielu", pisał
Ritchie. Dlatego proszę, byś przybył do Susseksu i zgło
sił się tu do pracy. Kiedy się spotkamy, wspomnij Hiszpa
nię. Dyskrecja jest najważniejsza, gdyż musimy sprawiać
wrażenie ludzi, którzy się nie znają. Z czasem znajdziemy
sposoby porozumiewania się i spotykania, jeżeli zosta
niesz zatrudniony".
Ritchie wiedział, że z przyjacielem u boku łatwiej mu
będzie wykonywać zadanie, zwłaszcza że Bragga nikt tu
nie znał. Samodzielne schwytanie przemytników najwy
razniej nie było możliwe.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]