[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mi cały garnek srebrnych i złotych monet. A takie drobniejsze, mniej cenne znaleziska
wyliczać mogę na kopy.
- To ładnie - przytaknęła pani podkomisarz. - Mo\e się zdarzyć, \e ktoś obcy zechce
włączyć się do towarzystwa. Oczywiście, nie pytając was o zgodę... No có\, myślę \e się
dogadaliśmy. Wie pan ju\ co i jak. I proszę mieć na wszystko oko. I panowie równie\!
Tu zwróciła się do pana Tomasza i do mnie.
- Zgoda - przytaknęliśmy. A pan Tomasz tylko westchnął i zaczął składać na wpół
rozwinięty plan pałacu, a właściwie dawnego zamku w Klonowie.
- O reszcie pogadamy na miejscu! - pan Tomasz zwrócił się ni to do mnie, ni to do
Krzysztofa. Narada była skończona, tylko mnie zaczęło nurtować jedno: dlaczego piękna
podkomisarz El\bieta Nowicka była wczoraj w Klonowie z Erichem Schneiderem i po
co akurat z nim, a nie na przykład z ekipą śledczą swych kolegów?
Na razie nie miałem odpowiedzi, bo wczorajsze, niejasne wyjaśnienia pana Tomasza
co do roli komórki dochodzeniowej policji w tej materii nie przekonały mnie. A tym
bardziej dzisiejsze słowa pani podkomisarz ani te\ podinspektora Adama Zabielskiego -
Zagłoby.
Zagadki piętrzyły się jak bańki mydlane i dlatego były takie fascynujące.
32
ROZDZIAA ÓSMY
DSY SIOSTRZENICY PANA TOMASZA * KRZYśE PRZY DRODZE * NIEDALEKO
PADA JABAKO OD JABAONI * LICYTOWANIE SI WIADOMOZCIAMI O
GIETRZWAADZIE * ZNOWU BRZOWOSKÓRY * ARGUMENTACJA PANA
TOMASZA * LEKARZ NA DOKAADK * LUDZIE BATURY
Kiedy wyszliśmy na korytarz, zapytałem nieco złośliwie panią podkomisarz:
- Oczywiście pani kuzyn z drogówki sprawił, \e samochód Niemca odnaleziono,
prawda?
Odpowiedziała bez zająknięcia.
- Tak. Odnaleziono go porzuconego koło Olsztynka, Dobrze, \e nie byli to
profesjonalni złodzieje, bowiem...
- Bowiem dawno byłby uprowadzony do Rosji przez granicę w Bezledach albo
głęboko schowany u pasera!
- Ma pan rację. Był to młody osobnik, taki kieszonkowy złodziejaszek, który okradał
zagranicznych turystów. Teraz się połakomił na coś zbyt du\ego dla niego. Złapaliśmy
go równie\. Jest jakimś dalekim krewnym tego klonowskiego dozorcy, pana Kudły.
- A pani dodatkowo zatrudnia się przy oprowadzaniu zagranicznych gości, bo za mało
płacą w policji? - zakpiłem. - Niezbyt to pani wychodzi. .. Tak się dać zamknąć w
baszcie...
Spojrzała na mnie bez uśmiechu i odpowiedziała:
- Przeło\eni o tym wiedzą, proszę pana. A na razie nie mogę nic więcej panu
powiedzieć. Mo\e tylko to, \e Erich Schneider jest współwłaścicielem spółki handlowej
w Hamburgu, która ma oddziały w Polsce...
- A drugim współwłaścicielem tej spółki jest Becker, co? Zdumiała się.
- Wspaniale pan dedukuje, moje gratulacje.
- Aatwo się było domyślić, zwłaszcza po pani wpadce w Klonowie i dzisiejszym
spotkaniu. Zatem do zobaczenia, bo myślę, \e jeszcze się spotkamy. A ta druga sprawa,
to oczywiście tajemnica, co? Bo o kosztownościach wiemy...
- Jaka druga sprawa? - zapytała zdumiona, ale wnet się zreflektowała i dodała: - Tak.
Na razie tajemnica. Ale wkrótce się chyba wyjaśni.
Odeszła do swego pokoju, a my opuściliśmy gmach policji, omawiając, co i jak zabrać
ze sobÄ… do Klonowa.
Zośkę zastaliśmy przed Rosynantem, niecierpliwie przeglądającą  Gazetę Olsztyńską".
- Same zdjęcia i reklamy - prychnęła. - Długo wam zeszło, a mnie obarczyliście takimi
ciÄ™\kimi sprawunkami.
Podniosłem jedną paczkę, była leciutka jak piórko, ale dla panny z dobrego domu
nawet taki puch byłby za cię\ki. Zachichotałem wesoło, bo przypomniałem sobie pewną
zagadkę:  Co jest cię\sze: kilogram \elaza czy gęsiego puchu?" No, co?
Odpowiedz godna była Zosieńki.
- Pan się znowu ze mnie śmieje - powiedziała zgorszona.
Obeszła samochód i wskoczyła lekko do Rosynanta, jako \e pan Tomasz postanowił
jechać z architektem Artawińskim, aby po drodze porozmawiać o planach odbudowy
Baszty Nietoperzy oraz części pałacu.
Tym razem pojechaliśmy drogą E- 170 w kierunku Ostródy.
Kiedy minęliśmy kompleks leśny za Olsztynem i wjechaliśmy w obręb gminy
Gietrzwałd, na poboczach asfaltówki zaczęły się pojawiać krzy\e, na które zwróciła
33
uwagę kapryśna Zośka.
- O, niech pan patrzy, ile tych krzy\y. Jakby droga krzy\owa, a nie publiczna.
- Owszem, tak to wyglÄ…da.
- Ale dlaczego? - zapytała zaciekawiona współpasa\erka. - Czy\by to miało coś
oznaczać? Mo\e to, \e jedziemy drogą pielgrzymek do Sanktuarium Maryjnego
w Gietrzwałdzie?
- CoÅ› w tym rodzaju, ale na pewno co innego oznacza. - A co?
- Jak mi wiadomo, na tej drodze ostródzkiej, nocą czy podczas licznych mgieł, jakie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl