[ Pobierz całość w formacie PDF ]
spów. Wystarczy zajrzeć do przewodnika — to mówiąc sięgnął do szuflady i wyjął czer-
wono-biały Przewodnik po Polsce — aby przekonać się, że Jeziorak ma ponad trzy ty-
siące hektarów lustra wody. Na takiej przestrzeni chciałby pan odnaleźć zatopioną
ciężarówkę? Miałby pan mniejszą szansę niż szukając igły w stogu siana.
Rozłożyłem na biurku mapę, z pożółkłej teczki wyciągnąłem swoje stare raporty.
— Sądzę, że ciężarówka zatonęła przy tym półwyspie, a w każdym razie w pół-
nocnej części Jezioraka. Tylko tędy mogła uciekać przed radzieckimi czołgami.
Wzruszył ramionami i stwierdził:
— Mam do pana zaufanie, panie Tomaszu, bo już niejedną zagadkę pan rozwiązał
i niejedną korzyść oddał pan polskiemu muzealnictwu. Ale ta sprawa przerasta pana
możliwości. I nasze również. Chyba że pan wskaże miejsce z dokładnością do... trzystu
metrów. No, powiedzmy... nawet pół kilometra! Wtedy na koszt ministerstwa możemy
zorganizować ekipę płetwonurków i rozpocząć poszukiwania.
Z kolei ja bezradnie rozłożyłem ręce.
— Nawet z dokładnością do pięciu kilometrów nie wskażę miejsca. Przecież nie je-
stem pewien, czy to w ogóle chodzi o Jeziorak. Pozostaje więc jedno: wykorzystam
swój urlop w lipcu na szukanie zbiorów. Pojadę nad Jeziorak, postaram się spotkać tam
człowieka z blizną na prawym policzku, człowieka który najprawdopodobniej będzie już
zaopatrzony w aparat do nurkowania lub przy pomocy jakiegoś płetwonurka spróbuje
wydobyć skarby z zatopionej ciężarówki. Ten człowiek wskaże mi miejsce, gdzie są za-
topione zbiory. Wówczas zawiadomię milicję i odzyskamy je. Na podstawie starych
katalogów przypuszczać można, że jest to kolekcja wyrobów z bursztynu, którą posia-
dało muzeum w E.
Dyrektor Marczak aż się rozpromienił.
— Tak pan postanowił? To wspaniale. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć
panu sukcesów.
A w dwa tygodnie później na ulicy spotkałem przypadkowo kapitana Jóźwiaka.
Podszedł do mnie, przywitał się i zapytał:
— Czy to prawda, że w tym roku wybiera się pan na urlop nad Jeziorak? Mówił mi
o tym dyrektor Marczak...
— Tak. Urlop spędzę nad Jeziorakiem — uśmiechnąłem się. Przecież chyba domy-
ślał się, dlaczego właśnie tam chcę się wybrać.
— To bardzo duże jezioro — rzekł.
— Zamierzam spędzić urlop nad północną częścią Jezioraka — odpowiedziałem.
— Ach tak — zastanowił się chwilę, a potem dodał żegnając się ze mną: — Życzę
powodzenia. Ale ostrzegam, że waży się pan na trudne przedsięwzięcie.
ROZDZIAŁ TRZECI [top]
NA DRUGIM BRZEGU • DZIEWCZYNA Z WARKOCZEM • NIKT NIC NIE WIE O
KAPITANIE NEMO • DZIWNY CZŁOWIEK Z CIĘŻKIM WORKIEM • CO Ml MÓWIŁ
KAZNODZIEJA • ZABAWNY PODARUNEK • PODEJRZENIA • KAŻDY SZUKA
SAMOTNOŚCI • ZWIEDZAM JEZIORAK • CO ODKRYŁEM NA WYSEPKACH
Nie lubię bez potrzeby ujawniać niezwykłych właściwości mego wehikułu. Mogę
nim rozwijać szybkość ponad dwieście kilometrów na godzinę — i przecież były już ta-
kie chwile, że musiałem jechać aż z tak wielką prędkością. Lecz zazwyczaj nie po-
dróżuję szybciej niż inni.
Przyzwyczaiłem się także do tego, że widok mego samochodu budzi drwiny, potem
zaś, gdy pokazuje on swoją niezwykłą szybkość, zaczynają się niezliczone pytania i
prośby, abym pokazał silnik i opowiedział historię wehikułu. Tyle jednak razy musiałem
mówić o moim wuju Gromille, zacnym wynalazcy, który odkupił wrak rozbitego pod
Zakopanem samochodu ferrari 410, obudował go karoserią własnego wyrobu i pomysłu
— tyle razy — powtarzam, opowiadać musiałem tę historię, że wolę jeździć wolno i nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]