[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zeskanowanego dokumentu. Potem przetarł twarz. Co do diabła?
Dokument był na papierze firmowym Duke Development, lecz Adam nie znał
podpisanego pod nim Petera Abernathy'ego. Zalogował się i przy pomocy specjalnego
hasła wszedł na stronę, gdzie mógł przejrzeć historię zatrudnienia Abernathy'ego. Czło-
wiek ten był prezesem Abernathy Construction. Przed paroma miesiącami Duke Deve-
lopment kupił jego firmę.
Adam postanowił sprawdzić też Stana Strathbauma. On także był właścicielem
niewielkiej firmy Strathbaum sp. z o.o. do chwili, gdy osiem miesięcy temu kupili ją
Duke'owie. Następnie Adam spędził trochę czasu, szukając dodatkowych informacji na
temat obu mężczyzn, a także szczegółów dotyczących pewnych miejsc o znaczeniu hi-
storycznym w Dunsmuir Bay.
W końcu usiadł prosto i długą chwilę patrzył na horyzont, gdzie bladoniebieskie
niebo spotykało się z kobaltowym oceanem. Teraz rozumiał, czemu Trish tak się zde-
nerwowaÅ‚a. MusiaÅ‚a przeżyć bolesne déjà vu, gdy przeczytaÅ‚a zawiadomienie dla lokato-
R
L
T
rów z Vista del Lago, kiedy myślała, że Adam znów chce zniszczyć małą społeczność
przyjaciół i sąsiadów.
Trish nie miała jednak pojęcia, że Adam nie wyraził na to zgody. Nigdy by tego
nie zrobił. On tak nie postępował. Co więcej, nie zgodziłby się na wyburzenie Victorian
Village, gdyby o tym wiedział. Strathbaum, obleśny karzeł, doprowadził do zburzenia
tych domów, nim ktokolwiek z Duke Development podjął decyzję. Wściekły na niego,
Adam musiał przyznać, że nie jest bez winy. To jego firma, jego błąd. Nie dość bacznie
wszystkiego pilnował. Z tego powodu ludzie doznali krzywdy.
Z bezwzględnym spokojem Adam sporządził notatkę, by w poniedziałek zwolnić
Strathbauma z pracy. Nie potrzebuje kogoÅ› takiego w Duke Development. Niestety nie
przywróci to Trish domu ani babci. Co się stało, już się nie odstanie. Za to przyszłość
wciąż zależy od niego.
Trish zajechała do szpitala i wręczyła urzędniczce w recepcji wazon z dwoma tuzi-
nami czerwonych róż.
- Proszę je dać komuś, kto ich potrzebuje.
- Piękne! - zawołała urzędniczka. - Ale to już trzeci bukiet w tym tygodniu. Czy to
pani urodziny?
- Niezupełnie. - Trish się uśmiechnęła.
Prawdę mówiąc, to był piąty bukiet, jaki otrzymała w tym tygodniu. Pierwszego
dnia były stokrotki, tak radosne, że nie miała serca się ich pozbyć. Drugiego dnia różowe
róże. Trzeciego - bukiet wiosennych kwiatów. Pół dnia oddawała się marzeniom, nim
doszła do wniosku, że kwiaty sprawią przyjemność pacjentom w szpitalu. Czwartego
dnia dostała błyszczące balony i domowej roboty ciastka z kawałkami czekolady. Na
jednym z balonów napisane było: Tęsknię za tobą. Nie mogła się zdecydować na oddanie
go do szpitala, więc wciąż obijał się po jej saloniku. Ile jeszcze kwiatów i prezentów wy-
śle Adam, zanim się podda i zostawi ją w spokoju?
Adam dzwonił do niej kilka razy dziennie. Nie odpowiadała i nie oddzwaniała. Z
bólem odsłuchiwała jego nagrania na sekretarce. Powinna się cieszyć, udowodniła mu, że
jest złym człowiekiem. Nie była jednak szczęśliwa, wręcz przeciwnie.
R
L
T
Zaparkowała naprzeciw przystani. Była zima, turystów niewielu, ale słońce wciąż
grzało. Włożyła kapelusz i ruszyła na nabrzeże. Kupiła małe opakowanie kukurydzy w
karmelu i usiadła na starych drewnianych schodach na plażę. Fale były wysokie, powie-
trze zimne. Czuła zapach soli, maleńkie kropelki wody padały jej na kolana. Starała się
koncentrować na lepszych czasach, zanim poznała Adama. Nie mogła o nim myśleć, bo
to za bardzo bolało.
Czy jest sentymentalna? Przecznicę dalej znajdowała się kiedyś Victorian Village.
Teraz stał tam paskudny szary garaż, Trish nie chciała nawet na niego patrzeć.
Pomyślała o babci. Ledwie pamiętała ojca zabitego podczas operacji Pustynna Bu-
rza, kiedy była mała. Matka zmarła, gdy Trish miała dziewięć lat. Babcia była jej najlep-
szą przyjaciółką, doradcą, nauczycielką, rodzicem. Teraz Trish była sama. Nie miała ro- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • grzeda.pev.pl